fbpx

Pomoc, która działa

Wiel­kie do­bro bu­du­je cza­sem wdo­wi grosz. Do­słow­nie. Do­sta­li­śmy kie­dyś list od star­szej pa­ni. Wy­ja­śnia­ła w nim, jak za­osz­czę­dzi­ła 40 zło­tych, któ­re prze­sła­ła Pol­skiej Fun­da­cji dla Afry­ki. W jed­nym dniu ty­go­dnia ja­dła tyl­ko chleb i pi­ła wo­dę. Za­osz­czę­dzo­ne 10 zł od­kła­da­ła. Po mie­sią­cu ze­bra­ła 40 zł i wpła­ci­ła na na­sze kon­to. Ta hi­sto­ria uczy od­po­wie­dzial­no­ści za po­wie­rzo­ne nam środ­ki le­piej niż nad­zór ja­kie­go­kol­wiek urzę­du skar­bo­we­go – mó­wi Woj­ciech Zię­ba, pre­zes Pol­skiej Fun­da­cji dla Afry­ki.

Co wy­róż­nia Pol­ską Fun­da­cję dla Afry­ki na tle in­nych or­ga­ni­za­cji po­ma­ga­ją­cych te­mu kon­ty­nen­to­wi?

Pod­sta­wą dzia­ła­nia na­szej Fun­da­cji jest słu­cha­nie po­trzeb z te­re­nu. Nie wy­my­śla­my pro­jek­tów za biur­kiem, nie bu­du­je­my szkół tam, gdzie są­dzi­my, że ich bra­ku­je. Po­ma­ga­my fi­nan­so­wać przed­się­wzię­cia, któ­re pla­nu­ją lu­dzie ży­ją­cy w Afry­ce. To or­ga­ni­za­cja lo­kal­na (mi­sja, sto­wa­rzy­sze­nie, cza­sem pry­wat­na oso­ba) wy­stę­pu­je do nas z kon­kret­nym pro­jek­tem i mó­wi, co w da­nej miej­sco­wo­ści trze­ba zro­bić – dla­cze­go, za ile i po co. To gwa­ran­tu­je, że bu­do­wa­ne są rze­czy rze­czy­wi­ście po­trzeb­ne w da­nych lo­ka­li­za­cjach, a nie pro­jek­ty, któ­re nam wy­da­ją się istot­ne. To jed­no ze źró­deł na­sze­go suk­ce­su.

Dru­gi waż­ny ar­gu­ment to ukie­run­ko­wa­nie Fun­da­cji na po­moc in­we­sty­cyj­ną. Mó­wi­my, że naj­waż­niej­sza jest węd­ka przy po­ma­ga­niu Afry­ce. Naj­chęt­niej wspie­ra­my pro­jek­ty, któ­re da­ją moż­li­wość za­pew­nie­nia sa­mo­wy­star­czal­no­ści (al­bo żyw­no­ścio­wej, al­bo fi­nan­so­wej) lo­kal­nej or­ga­ni­za­cji, po­ma­ga­ją­cej miej­sco­wej lud­no­ści. Dla­te­go fi­nan­so­wa­li­śmy na przy­kład bu­do­wę go­spo­darstw, ole­jar­ni, mły­nów. To pro­jek­ty, któ­re nie tyl­ko pro­du­ku­ją żyw­ność czy przy­no­szą do­cho­dy. Stwa­rza­ją tak­że miej­sca pra­cy, prze­strzeń na kon­kret­ne za­an­ga­żo­wa­nie dla miej­sco­wych lu­dzi. Oni do­sta­ją na­rzę­dzia do te­go, by pra­co­wać i żyć w lep­szych wa­run­kach, a nie tyl­ko jed­no­ra­zo­wy za­strzyk fi­nan­so­wy. Pił­ka jest zde­cy­do­wa­nie po stro­nie Afry­ki. Tak dzia­ła na­sza Fun­da­cja. Ta­ki układ ma o wie­le wię­cej za­let niż tyl­ko eko­no­micz­ne. Afry­kań­czy­cy, czę­sto znie­chę­ce­ni do­raź­ną po­mo­cą, któ­ra nie da­je szan­sy na trwa­łą po­pra­wę ich eg­zy­sten­cji, wi­dzą, że w koń­cu coś za­le­ży od nich.

W Pol­sce z ko­lei chce­my prze­ła­my­wać ste­reo­typ bier­nej Afry­ki. Chce­my uka­zy­wać, że to kon­ty­nent, na któ­rym każ­de­go dnia to­czy się cięż­ka wal­ka o prze­trwa­nie. Jak ci lu­dzie są zde­ter­mi­no­wa­ni, niech świad­czy choć­by hi­sto­ria Le­oli­da. Chło­pak – pół­sie­ro­ta, w do­mu je­de­na­ścio­ro dzie­ci. Je­go wio­ska w bu­szu spło­nę­ła. Wy­da­wa­ło­by się, że to ko­niec. Le­olid usły­szał jed­nak, że gdzieś da­le­ko jest szko­ła, w któ­rej mógł­by się uczyć. Nie wie­dział do­kład­nie gdzie, ni­gdy da­le­ko po­za swo­ją oko­li­cę się nie za­pusz­czał. Za­ry­zy­ko­wał. Szedł 120 km bez pie­nię­dzy, bez ubrań na zmia­nę. Nie znał dro­gi, tyl­ko orien­ta­cyj­ny kie­ru­nek. Do­szedł do szko­ły, któ­rą fi­nan­su­je­my. Uczy się, chce zo­stać le­ka­rzem.

Po­ma­ga­cie też in­ter­wen­cyj­nie?

Oczy­wi­ście, ma­my pro­jek­ty, któ­re są ty­po­wym przy­kła­dem da­wa­nia ry­by. Dzie­je się tak w mo­men­tach, gdy sy­tu­acja wy­ma­ga na­tych­mia­sto­we­go dzia­ła­nia. W przy­pad­ku gło­du czy klęsk kli­ma­tycz­nych nie ma sen­su nic bu­do­wać w da­nej chwi­li, bo ta­kie in­we­sty­cje trwa­ją mie­sią­ca­mi. Trze­ba po­móc bły­ska­wicz­nie. Wte­dy uru­cha­mia­ny zbiór­kę na po­moc żyw­no­ścio­wą lub ak­cję szcze­pie­nia. Jest to po pro­stu po­trze­ba chwi­li.

Któ­ry z pro­jek­tów uwa­ża Pan za mo­de­lo­wy?

Szko­łę sto­lar­ską na Ma­da­ga­ska­rze. Du­żym pro­ble­mem w kra­jach afry­kań­skich jest brak spe­cja­li­stów – lu­dzi, któ­rzy mo­gą go­dzi­wie za­ra­biać, ma­ją za­wód, któ­ry po­zwa­la im utrzy­mać ro­dzi­nę. Więc gdy pol­scy mi­sjo­na­rze, pra­cu­ją­cy w re­gio­nie, zwró­ci­li się do nas z po­my­słem bu­do­wy szko­ły sto­lar­skiej dla kil­ku­na­stu chłop­ców, za­re­ago­wa­li­śmy z en­tu­zja­zmem. Po­wsta­ła szko­ła z in­ter­na­tem, za­ple­czem tech­nicz­nym, ma­ga­zy­na­mi, ma­szy­na­mi. Pla­ców­ka nie tyl­ko uczy za­wo­du. To co wy­pro­du­ku­ją ucznio­wie (krze­sła, okna itd.) jest sprze­da­wa­ne i po­zwa­la na utrzy­ma­nie sto­łów­ki dla nie­do­ży­wio­nych dzie­ci. Hi­sto­ria na­szej po­mo­cy w tej wła­śnie ini­cja­ty­wie ma cie­ka­wy dal­szy ciąg. Ostat­nio z in­nej miej­sco­wo­ści na Ma­da­ga­ska­rze zgło­si­li się do nas or­ga­ni­za­to­rzy szko­ły pie­lę­gniar­skiej. Wy­bu­do­wa­li szko­łę, ale nie mie­li fun­du­szy na jej wy­po­sa­że­nie. Da­li­śmy im pie­nią­dze, ale też pod­su­nę­li­śmy po­mysł, by to wy­po­sa­że­nie (set­ki krze­seł i sto­łów) za­mó­wi­li u na­szych chło­pa­ków ze szko­ły sto­lar­skiej. Jed­no do­bro ro­dzi dru­gie do­bro.

W cią­gu czte­rech lat od po­wsta­nia Fun­da­cji prze­pro­wa­dzi­li­ście 80 pro­jek­tów po­mo­co­wych, w tym bu­do­wę szkół, przy­chod­ni, stud­ni.

Ogrom­na więk­szość tych pro­jek­tów zo­sta­ła zre­ali­zo­wa­na – i to przede wszyst­kim jest na­sza ra­dość. W po­mo­cy cha­ry­ta­tyw­nej za­wsze ro­dzi się py­ta­nie, jak efek­tyw­nie są za­go­spo­da­ro­wy­wa­ne otrzy­ma­ne środ­ki. Ma­my tu bar­dzo ko­rzyst­ne do­świad­cze­nia. Za­le­d­wie dwa pro­jek­ty za­koń­czy­ły się ina­czej niż pla­no­wa­li­śmy, ale oczy­wi­ście do­sta­li­śmy zwrot pie­nię­dzy, któ­re wpła­ci­li­śmy. Resz­ta pro­jek­tów dzia­ła. To jest dla mnie naj­więk­szy suk­ces tej Fun­da­cji, że środ­ki, któ­re do­sta­li­śmy od Dar­czyń­ców, nie zo­sta­ły zmar­no­wa­ne, tyl­ko pra­cu­ją i dzia­ła­ją. I mam na­dzie­ję, że bę­dą dzia­łać przez dłu­gie la­ta.

Ro­zu­miem, że cie­szy to Pa­na ja­ko oso­bę od­po­wie­dzial­ną za Fun­da­cję. A co w Pa­na pra­cy by­ło źró­dłem oso­bi­stej ra­do­ści?

Bar­dzo prze­ży­łem hi­sto­rię Na­si­ki. Na­si­ka zo­sta­ła przy­nie­sio­na do mi­sji w Mam­pi­ko­ny na Ma­da­ga­ska­rze przez zu­peł­nie ob­cą jej ko­bie­tę. Dziew­czyn­ka mia­ła kil­ka mie­się­cy i wa­ży­ła 2900 g. Ty­le, co nie­du­ży no­wo­ro­dek. Mat­ka dziec­ka zmar­ła przy po­ro­dzie, oj­ciec znik­nął. Ko­bie­ta, któ­ra za­opie­ko­wa­ła się Na­si­ką, kar­mi­ła ją kle­ikiem ry­żo­wym – tyl­ko to mia­ła. Po dwóch mie­sią­cach do­ży­wia­nia, któ­re fi­nan­su­je­my dla nie­do­ży­wio­nych dzie­ci w re­gio­nie, dziew­czyn­ka wa­ży­ła po­nad sześć ki­lo­gra­mów! Uda­ło się ura­to­wać to dziec­ko.

Ja­ki jest od­biór Fun­da­cji w Pol­sce?

Bar­dzo po­zy­tyw­ny. Kie­dy za­kła­da­li­śmy Fun­da­cję, za­sta­na­wia­li­śmy się, jak do te­go po­dej­dą lu­dzie. Te­raz mo­gę po­wie­dzieć, że spo­tka­li­śmy się z wiel­ką życz­li­wo­ścią. Wie­lu lu­dzi chce po­móc, czę­sto od­ma­wia­jąc so­bie po­trzeb­nych rze­czy. Po­la­cy chęt­nie po­ma­ga­ją, mo­że dla­te­go, że pa­mię­ta­my o wspar­ciu, ja­kie otrzy­my­wa­li­śmy z Za­cho­du w cza­sach ko­mu­ni­stycz­nych. Raz zda­rzy­ło się, że za­mknę­li­śmy zbiór­kę dzień po jej ogło­sze­niu. Cy­klon znisz­czył szko­łę na Ma­da­ga­ska­rze, po­trzeb­nych by­ło 25 tys. zł na jej od­bu­do­wę. Wrzu­ci­li­śmy post na Fa­ce­bo­oka i pe­wien pan wpła­cił ca­łą su­mę. To pięk­ny gest, na­to­miast tym, co po­zwa­la nam na co dzień po­ma­gać Afry­ce jest fakt, że do­słow­nie każ­da kwo­ta mo­że po­móc. Każ­dy z nas mo­że prze­zna­czyć su­mę pie­nię­dzy, któ­ra zdzia­ła wie­le do­bre­go. Mam w biu­rze wiel­ką ce­głę, z któ­rej bu­do­wa­li­śmy szko­łę na Ma­da­ga­ska­rze. Jest z gli­ny, wa­ży oko­ło trzy ki­lo­gra­my. Jej pro­duk­cja kosz­to­wa­ła 15 gro­szy. To po­ka­zu­je ska­lę i prze­licz­nik pie­nią­dza mię­dzy Pol­ską a Afry­ką. W Pol­sce za 15 gro­szy nic nie ku­pisz, tam je­steś w sta­nie ku­pić so­lid­ną ce­głę, któ­ra prze­trwa­ła trans­port na dru­gi ko­niec świa­ta.

Mu­szę jed­nak po­wie­dzieć, że dla nas rów­nie waż­ne jak po­zy­ski­wa­nie środ­ków jest po­zy­ski­wa­nie do­brych wnio­sków. Nie­ste­ty, część or­ga­ni­za­cji (na szczę­ście nie­wiel­ka) za­uwa­ży­ła, że po­moc to do­bry in­te­res. Do­sta­li­śmy np. wnio­sek, któ­ry za­kła­dał prze­pro­wa­dze­nie kil­ku ru­rek z wo­dą ze stud­ni z przed­mie­ścia do cen­trum mia­sta w kra­ju, w któ­rym si­ła ro­bo­cza jest tak ta­nia, że mie­sięcz­na pen­sja wy­no­si­ła oko­ło 200 zł. Ten pro­jekt osza­co­wa­no na ćwierć mi­lio­na zło­tych. Oczy­wi­ście ta­kie wnio­ski od­rzu­ca­my – tu wra­cam do kwe­stii od­po­wie­dzial­no­ści za środ­ki po­wie­rzo­ne nam przez Dar­czyń­ców. Dla­te­go tak istot­ne jest dla nas do­sta­wa­nie du­żej ilo­ści wnio­sków, że­by­śmy mie­li szan­se wy­brać naj­lep­sze. Dla­te­go pro­szę: je­śli zna­cie ja­kąś or­ga­ni­za­cję czy mi­sjo­na­rza, któ­rzy dzia­ła­ją spraw­nie i do któ­rych ma się za­ufa­nie, to po­wiedz­cie im o na­szej Fun­da­cji.

Koń­czy­my więc roz­mo­wę nie proś­bą o pie­nią­dze, ale bu­dze­niem spo­łecz­nej od­po­wie­dzial­no­ści?

Tak. Bar­dzo mi za­le­ży na bu­dze­niu po­trze­by po­ma­ga­nia po­przez bu­do­wa­nie wraż­li­wo­ści, po­przez uka­za­nie rze­tel­nych wia­do­mo­ści na te­mat Afry­ki. Chce­my do­cie­rać do lu­dzi i skło­nić ich do re­flek­sji, czy chcie­li­by się włą­czyć w po­moc. Chce­my ich za­py­tać, czy mo­gą coś zro­bić, czy tyl­ko roz­kła­dać rę­ce?

 

Roz­ma­wia­ła Ka­mi­la Ga­łusz­ka
Wy­cho­waw­ca” nr 7–8/2018