fbpx

Dożywianie ponad trzystu wygłodzonych dzieci (Madagaskar)

Prze­ka­za­li­śmy 90 tys. eu­ro na do­ży­wia­nie głod­nych dzie­ci na Ma­da­ga­ska­rze.

Tu dzie­ci cho­dzą spać głod­ne lub pi­ją tyl­ko go­rą­cą wo­dę, by się roz­grzać przed zim­ną no­cą. Na Ma­da­ga­ska­rze są re­jo­ny, gdzie lu­dzie umie­ra­ją z bra­ku po­ży­wie­nia. Na­wet co trze­cie dziec­ko jest nie­do­ży­wio­ne.

Głod­ne nie­mow­lę­ta

Na Ma­da­ga­ska­rze mat­ki umie­ra­ją przy po­ro­dzie sto ra­zy czę­ściej niż w Pol­sce. Opie­ku­nów osie­ro­co­nych dzie­ci nie stać na mle­ko po­cząt­ko­we. Mie­sięcz­ny koszt mle­ka (por­cja 900 g) to oko­ło 250 zł. Czy­li wię­cej niż mie­sięcz­ne wy­na­gro­dze­nie (oko­ło 200 zł). Dzie­ci do­kar­mia się wo­dą z cu­krem bądź mle­kiem skon­den­so­wa­nym, co pro­wa­dzi do bie­gu­nek, in­fek­cji (trud­no tu o czy­stą wo­dę) i wy­nisz­cze­nia.

Dożywianie 310 wygłodzonych dzieci w Mampikony (Madagaskar)

Ma­ma Fer­mi­na zmar­ła po po­ro­dzie, oj­ciec po­rzu­cił ro­dzi­nę. Osie­ro­co­ne dziec­ko tra­fi­ło do skraj­nie ubo­giej bab­ci. W trze­cim mie­sią­cu ży­cia wa­ży­ło nie­co wię­cej niż dwa i pół ki­lo­gra­ma (pra­wi­dło­wa wa­ga w tym wie­ku to od 5 do 7,5 kg). Prze­ży­ło dzię­ki po­mo­cy pol­skich mi­sjo­na­rzy, pra­cu­ją­cych na Ma­da­ga­ska­rze. Fot. Da­niel Ka­spro­wicz.

Pra­cu­ją za nad­psu­te wa­rzy­wa

Po­wszech­ne jest też nie­do­ży­wie­nie wśród dzie­ci po­ni­żej pią­te­go ro­ku ży­cia. A je­śli dziec­ko jest nie­do­ży­wio­ne, to śmierć na bie­gun­kę, ma­la­rię, dur brzusz­ny, cho­ro­by pa­so­żyt­ni­cze to kwe­stia kil­ku dni.

Wie­le dzie­ci mu­si pra­co­wać. No­szą to­wa­ry na stra­ga­ny, wor­ki z odzie­żą, kar­to­ny z sza­rym my­dłem — by do­stać za swą pra­cę nad­psu­te wa­rzy­wa. Wie­le wie, co to zim­no i głód (w sto­li­cy mię­dzy czerw­cem a sierp­niem tem­pe­ra­tu­ra spa­da w no­cy do 0 st. C). Nie­któ­re dzie­ci nie ma­ją do­mu, śpią w ba­ra­kach czy na stra­ga­nach.

W szpi­ta­lu nikt ich nie przy­jął

Dożywianie 310 wygłodzonych dzieci w Mampikony (Madagaskar)

Mat­ka Ve­ri­soa zmar­ła przy po­ro­dzie. Po­ród przyj­mo­wa­ła lo­kal­na zna­chor­ka. Dziec­ko, kar­mio­ne przez ciot­kę wo­dą z mle­kiem skon­den­so­wa­nym, cier­pia­ło na cięż­kie nie­do­ży­wie­nie i cho­ro­by współ­ist­nie­ją­ce. Ko­bie­ta po­szła do szpi­ta­la, ale nikt ich nie przy­jął — lo­kal­ni pra­cow­ni­cy żą­da­li pie­nię­dzy, któ­rych nie mia­ła. Pol­scy mi­sjo­na­rze sta­ra­li się po­móc wszyst­ki­mi do­stęp­ny­mi me­to­da­mi, ale dziec­ko zmar­ło po kil­ku dniach. Mia­ło oko­ło ro­ku i wa­ży­ło po­ni­żej pię­ciu ki­lo­gra­mów. Fot. Da­niel Ka­spro­wicz.

Pew­ne­go wie­czo­ru sie­dli­śmy do ko­la­cji z gru­pą dzie­ci z da­le­kich wio­sek, któ­re przy­je­cha­ły do sto­li­cy na ope­ra­cje, pla­no­wa­ne w ko­lej­nych dniach. Na sto­le po­ło­żo­no ryż, ja­rzy­ny i mię­so. Te­go dnia by­ły ko­tle­ci­ki z ze­bu (do­mo­we by­dło). Dzie­ci jed­nak na­kła­da­ły so­bie ryż i nic wię­cej. Gdy spy­ta­li­śmy miej­sco­wych mi­sjo­na­rzy, cze­mu nie we­zmą nic wię­cej, ci od­po­wie­dzie­li, że lu­dzie tu je­dzą trzy ra­zy dzien­nie ryż i rzad­ko kie­dy coś wię­cej. Dzie­ci ja­dły więc to, co za­wsze”.

dr n. med. Ma­ria Groh­man-Wie­czo­rek, uczest­nicz­ka mi­sji me­dycz­nej Pol­skiej Fun­da­cji dla Afry­ki na Ma­da­ga­ska­rze

Pra­cu­je za 5 gro­szy

Dożywianie 310 wygłodzonych dzieci w Mampikony (Madagaskar)

Je­an Marc (11 lat) ca­ły dzień pra­cu­je za jed­ną pusz­kę ry­żu. Mó­wi, że ro­bił już wie­le rze­czy. Obec­nie pie­rze odzież nad rze­ką. Za wy­pra­nie jed­nej sztu­ki do­sta­je rów­no­war­tość 5 gro­szy. W do­mu jest ich 13. Je­go ma­rze­nie: ro­wer. Na uli­cy z po­dzi­wem pa­trzy na bo­ga­czy, któ­rzy mkną ro­we­ra­mi.

Ma­rzy, by kie­dyś zjeść piz­zę

Dożywianie 310 wygłodzonych dzieci w Mampikony (Madagaskar)

Pa­trick jest ciut star­szy, ma 13 lat. Ta­ta nie ży­je od kil­ku lat. Ra­zem z czwór­ką ro­dzeń­stwa i ma­mą każ­de­go dnia wal­czą o je­dze­nie. „Nie­raz wra­ca­my do do­mu i ma­ma nic nie mó­wi. Wie­my wte­dy, że nie zna­la­zła dziś żad­nej pra­cy i nic nie bę­dzie­my jeść. Wszy­scy idą spać w ci­szy, tyl­ko naj­młod­sza sio­stra nie ro­zu­mie, dla­cze­go nie ma nic do je­dze­nia i tro­chę pła­cze”. Je­go ma­rze­nie: chciał­by kie­dyś zjeść piz­zę.

Sta­ram się zjeść du­żo

W cen­trum do­sta­je­my go­rą­cy obiad i moż­na na­jeść się do sy­ta. Sta­ram się zjeść du­żo, by star­czy­ło do ju­tra. Nie wia­do­mo, czy coś bę­dzie w do­mu” – sły­szy się od dzie­ci, ob­ję­tych do­ży­wia­niem w cen­trum Von­jy. To ośro­dek dla naj­uboż­szych dzie­ci w An­ta­na­na­ry­wie, sto­li­cy Ma­da­ga­ska­ru.

Po­ło­żo­ny w jed­nej z naj­bied­niej­szych dziel­nic ośro­dek prze­zna­czo­ny jest dla dzie­ci, któ­re nie ma­ją moż­li­wo­ści cho­dzić do szko­ły. W po­łu­dnie otrzy­mu­ją go­rą­cy po­si­łek (dla wie­lu je­dy­ny w cią­gu dnia). Dzie­ci są ob­ję­te rów­nież edu­ka­cją i le­cze­niem.

Dru­gie miej­sce do­ży­wia­nia to przy­chod­nia na ubo­giej pro­win­cji, w Mam­pi­ko­ny. Tu tra­fia­ją naj­mniej­sze dzie­ci, któ­re oprócz je­dze­nia po­trze­bu­ją zwy­kle i po­mo­cy me­dycz­nej – ta­kie jak Fer­min czy Ve­ri­soa. Oba ośrod­ki pro­wa­dzą oj­co­wie du­cha­cze z Byd­gosz­czy.

Print Friendly, PDF & Email