Budowa farmy dla szkoły w Chingoli (Zambia)

W tej szko­le jest ich dom

Jako jedy­ny zosta­łem z całej rodzi­ny. tata umarł, jak byłem nie­mow­lę­ciem, a mama – gdy mia­łem dwa lata. Nie­wie­le wie­dzia­łem o mojej rodzi­nie – tyle, że ojciec pra­co­wał w kopal­ni. Nie zacho­wa­ło się żad­ne jego zdję­cie, więc nawet nie wiem, jak wyglą­dał – wspo­mi­na dziś już doro­sły i wykształ­co­ny Simon. Szko­ła w Chin­go­li w Zambii powsta­ła z myślą o mło­dych ludziach takich jak on.

Odtwórz wideo

Debo­rah uczy się mecha­ni­ki samo­cho­do­wej. Jest jedy­ną dziew­czy­ną w kla­sie. Ma męża i dwój­kę dzie­ci. Wie, że jej edu­ka­cja jest szan­są tak­że dla jej dzie­ci. Chce być nie­za­leż­na finan­so­wo i nie musieć pro­sić męża o pie­nią­dze na wszyst­ko. Dziś radzi dziew­czy­nom w Zambii, żeby szły do szko­ły: „Reali­zuj­cie swo­je marze­nia! Nawet jeśli macie małe dzie­ci, to nie zna­czy, że nic nie może­cie zrobić”.

W tym pół­noc­nym regio­nie kra­ju wie­le kopalń zosta­ło wyeks­plo­ato­wa­nych i zamknię­tych. Z bie­dy ludzie kopią nie­le­gal­ne wyro­bi­ska, by wydo­być rudę mie­dzi i wyta­piać ją w dymar­kach. Dużo mło­dych ludzi pra­cu­je przy nie­le­gal­nym wydo­by­ciu meta­li. Ścia­ny tych pro­wi­zo­rycz­nych kopal­ni czę­sto ich zasy­pu­ją. Raz zawa­li­ła się góra żuż­lu, któ­ry został po wyto­pie­niu rudy w piecach.

W jed­nym momen­cie zgi­nę­ło 12 chło­pa­ków naraz. Nasto­lat­ko­wie i mło­dzi ludzie zara­bia­ją 2,5 dola­ra za 8 h. Kopią po nocach, w ukryciu.

Węd­ki z bute­lek po coli

W legal­nej kopal­ni moż­na zaro­bić 130 dola­rów mie­sięcz­nie. Za to nie da się utrzy­mać rodzi­ny. Wciąż pod­sta­wą egzy­sten­cji jest tu rol­nic­two. Gdy się ma kawa­łek pola pod maniok i kuku­ry­dzę, gdy hodu­je się zwie­rzę­ta, moż­na sprze­dać plo­ny i coś kupić. Tu trze­ba bar­dzo cięż­ko pra­co­wać, by prze­żyć. Nawet 8‑letnie dzie­ci już pra­cu­ją – łowią ryby pro­wi­zo­rycz­ny­mi węd­ka­mi, zro­bio­ny­mi z bute­lek po coli. Ludzie tu miesz­ka­ją w domach bez okien. W cha­tach z cegły suszo­nej na słoń­cu, przy­kry­tych bla­chą fali­stą. W środ­ku ciem­no i pusto. Na pod­ło­dze jeden mate­rac na dwie oso­by, na ścia­nie – rze­czy przy­bi­te gwoździami.

Nauka pisa­nia na piasku

W domu uczy się jed­no dziec­ko – wybra­niec, któ­ry dosta­je szan­sę i ma popra­wić los całej rodzi­ny. W pod­sta­wów­ce dziec­ko nauczy się czy­tać i pisać i tro­chę mówić po angiel­sku. „Na wsi uczy­li­śmy się pisać na pia­sku – opo­wia­da Kun­da. – W szko­le nie było ksią­żek ani ławek”.

Praw­dzi­wym pro­ble­mem jest to, że naukę się koń­czy w wie­ku 12–13 lat. Szko­ły śred­nie, któ­rych jest o wie­le za mało, są są zbyt dro­gie jak na lokal­ne warun­ki. Semestr kosz­tu­je 300 kwa­cha. Cho­ciaż to odpo­wied­nik zale­d­wie 2 wor­ki mąki kuku­ry­dzia­nej, ale to i tak za dużo dla więk­szo­ści rodzin.

Szli­śmy głod­ni spać

Bie­da doskwie­ra zwłasz­cza w ostat­nich latach. Kwa­cha się dewa­lu­uje, a zadłu­że­nie kra­ju nara­sta. „Gdy był kry­zys gospo­dar­czy w 2008 r., w pań­stwo­wej szko­le nie mie­li­śmy lek­cji przez rok – wspo­mi­na Arthur. Ceny żyw­no­ści tak poszły w gorę, że głod­ni szli­śmy spać”.

Budowa farmy dla szkoły w Chingoli (Zambia)

Nasto­lat­ki pra­cu­ją w nie­le­gal­nych kopal­niach za 2,5 dola­ra dzien­nie. Tra­cą tam życie i zdrowie.

Budowa farmy dla szkoły w Chingoli (Zambia)

Szko­ła w Chin­go­li to wiel­ka szan­sa. Tutaj rocz­nie 560 uczniów zdo­by­wa kon­kret­ny zawód.

Szko­ła w Chin­go­li jest naj­lep­sza ze 140 szkół w regio­nie. daje mło­dzie­ży zawód, a wraz z tym szan­sę na pracę

Po poro­dzie w pole

Bra­ku­je pod­sta­wo­wej opie­ki medycz­nej. Kobie­ty głów­nie rodzą w domu, gdzie towa­rzy­szy im mama lub lokal­na położ­na. W razie kom­pli­ka­cji – jest duży pro­blem. Do szpi­ta­la jest dale­ko i prze­cięt­nej rodzi­ny nie stać na taką podroż. Gdy stać, to do poro­du kobie­ty przy­jeż­dża­ją... na moto­rze. Do przy­chod­ni – na pie­cho­tę. Czę­sto mło­da mama jesz­cze tego same­go dnia wra­ca do dzie­ci i pra­cu­je nor­mal­nie. Zda­rza się, że kobie­ta koń­czy rodzić o godzi­nie 10, a o 18 jest już w domu.

Głów­ną tro­ską tutej­szych kobiet jest: jak nakar­mić rodzi­nę? Pra­cu­ją od rana do wie­czo­ra: wsta­ją wcze­śnie rano, dba­ją o dzie­ci, przy­no­szą wodę, idą do pola, wra­ca­ją i przy­go­to­wu­ją posi­łek. Tu wszyst­ko zaj­mu­je mnó­stwo cza­su: po wodę trze­ba iść do stud­ni i wró­cić z 20-litro­wym bido­nem. Kobie­ty noszą wodę od naj­młod­szych lat: niko­go nie dzi­wi 5‑letnia dziew­czyn­ka z kani­strem na gło­wie (tyl­ko mniej­szym, 6‑litrowym). Ugo­to­wa­nie posił­ku zaj­mu­je 3–4 godzi­ny dzien­nie. Nie prze­cho­wu­je się jedze­nia, nawet mąki, ze wzglę­du na upał i roba­ki. Naj­pierw trze­ba zmie­lić ziar­no, potem dłu­go goto­wać mąkę na boule, czy­li rodzaj kuli z cia­sta, któ­rą się je z sosem z liści. Pole obra­bia się ręcz­nie, bez maszyn, jak trze­ba – to z dziec­kiem na plecach.

Budowa farmy dla szkoły w Chingoli (Zambia)

W Chin­go­li co sobo­tę jedze­nie dosta­je 100, a cza­sem nawet 200 dzie­ci uli­cy i sie­rot. Żyw­ność z far­my będzie prze­zna­cza­na rów­nież na ten cel.

Budowa farmy dla szkoły w Chingoli (Zambia)

W pan­de­mii naj­uboż­si ucznio­wie dosta­ją żyw­ność do domu.

Budowa farmy dla szkoły w Chingoli (Zambia)

Malo­ni uczy się na elek­try­ka. Po śmier­ci rodzi­ców nie widzia­ła przed sobą przy­szło­ści. Przy­ja­cie­le dora­dzi­li jej, by poszła do szko­ły. Na edu­ka­cję zara­bia­ła, sprze­da­jąc pomi­do­ry. Dziś mówi, że jest szczęśliwa.

W tech­nicz­nej szko­le śred­niej w Chin­go­li uczy się 560 dzie­ci i mło­dych ludzi w 15 kla­sach. To pię­cio­let­nia sale­zjań­ska szko­ła płat­na. Zain­te­re­so­wa­nie nauką w niej jest ogrom­ne. W zeszłym roku była naj­lep­sza w regio­nie – na 140 szkół! Absol­wen­ci dosta­ją pra­cę bez pro­ble­mów. Szko­ły typu tech­ni­kum to nowy kie­ru­nek w Zambii, gdzie od kil­ku lat jest nawrót do szkol­nic­twa zawo­do­we­go. W szko­le w Chin­go­li są trzy ścież­ki edu­ka­cji: rol­nic­two, kla­sa gospo­dar­cza (goto­wa­nie, szy­cie, hote­lar­stwo) i dział tech­nicz­ny, czy­li: sto­lar­stwo, meta­lur­gia, spa­wa­nie, elek­try­ka, mecha­ni­ka i rysu­nek techniczny.

Pomoc sie­ro­tom i dzie­ciom ulicy

Naj­bied­niej­si rodzi­ce są zwal­nia­ni z opłat za swo­je dziec­ko. Mło­dzi ludzie, obję­ci sty­pen­dium, w sobo­tę przy­cho­dzą poma­gać przy szko­le, np. w doży­wia­niu dzie­ci uli­cy. Bo co sobo­tę po jedze­nie i edu­ka­cję przy­cho­dzi tu 100 do 200 dzie­ci. Nie­mal poło­wa z nich to sie­ro­ty, któ­re żyją i śpią na uli­cy. Część z tych dzie­ci ma rodzi­ny, ale jest zmu­szo­na do pra­cy, gdy np. rodzi­ce są cho­rzy. Mło­dzi ludzie włą­cza­ją się w pomoc bar­dziej potrze­bu­ją­cym. Szko­ła to nie tyl­ko wie­dza zawo­do­wa, ale i nauka soli­dar­no­ści. Tutaj ucznio­wie sły­szą, że Chin­go­la to ich dom, gdzie zawsze mogą wró­cić i będą mile widzia­ni. Zawsze mogą liczyć na roz­mo­wę, wspar­cie, doradz­two. Chcą więc dzie­lić się dobrem, któ­re dosta­li. Nie­rzad­ko się zda­rza, że absol­went po zna­le­zie­niu pra­cy przy­no­si w koper­cie skrom­ną sumę, któ­rą prze­ka­zu­je na kolej­ne stypendium.

Potrzeb­na farma

Naj­pil­niej­szą potrze­bą szko­ły jest teraz budo­wa far­my szko­le­nio­wej oraz zakup nie­zbęd­ne­go wypo­sa­że­nia (małe­go trak­to­ra z płu­giem oraz kosiar­ką, sprzę­tów pomoc­nych w hodow­li zwie­rząt). Ucznio­wie będą mogli uczyć się rol­nic­twa i hodow­li, obsłu­gi maszyn, upra­wy róż­no­rod­nych warzyw. Na far­mie będzie hodow­la kur­cza­ków, świń oraz upra­wy eko­lo­gicz­nych warzyw. Żyw­ność uzy­ska­na z far­my będzie słu­ży­ła samo­wy­star­czal­no­ści finan­so­wej szko­ły. Będzie uży­wa­na w sto­łów­ce dla uczniów i doży­wia­nych sie­rot, a tak­że sprze­da­wa­na na lokal­nym targu.

Ile to kosztuje?

Budo­wa i wypo­sa­że­nie całej far­my to koszt 335 000 zł. W tym m. in.:

  • 5 kilo gwoź­dzi – 39 zł;
  • słu­pek sta­lo­wy 75x3 m – 113 zł;
  • roz­drab­niacz pokar­mu dla zwie­rząt – 920 zł.

Możesz prze­ka­zać środ­ki prze­le­wem, kar­tą kre­dy­to­wą lub doko­nu­jąc tra­dy­cyj­nej wpła­ty na poczcie. Roz­li­cze­nia trans­ak­cji kar­tą kre­dy­to­wą i e‑przelewem prze­pro­wa­dza­ne są za pośred­nic­twem Dotpay.pl.

Pol­ska Fun­da­cja dla Afry­ki
ul. Kro­wo­der­ska 24/3
31–142 Kra­ków

Rachu­nek ban­ko­wy w zło­tych (PLN): Bank Pekao SA 52 1240 4533 1111 0010 4502 9775

Rachu­nek ban­ko­wy w euro (EUR): Bank Pekao SA 65 1240 4533 1978 0010 6501 4557

IBAN: PL 52 1240 4533 1111 0010 4502 9775

SWIFT (BIC): PKOPPLPW

Rachun­ki ban­ko­we pomocnicze:

42 1240 4533 1111 0010 6089 5760
08 1240 4533 1111 0010 6089 5887
83 1240 4533 1111 0010 6130 1549
06 1240 4533 1111 0010 5971 3008

Tra­dy­cyj­ny blan­kiet do wpła­ty na poczcie.

W związ­ku z wej­ściem w życie Roz­po­rzą­dze­nia Par­la­men­tu Euro­pej­skie­go i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwiet­nia 2016 r. w spra­wie ochro­ny osób fizycz­nych w związ­ku z prze­twa­rza­niem danych oso­bo­wych i w spra­wie swo­bod­ne­go prze­pły­wu takich danych oraz uchy­le­nia dyrek­ty­wy 95/46/WE (RODO) infor­mu­je­my, że wraz z doko­na­niem przez Pań­stwa wpła­ty, Pol­ska Fun­da­cja dla Afry­ki z sie­dzi­bą w Kra­ko­wie (ul. Kro­wo­der­ska 24/3, 31–142 Kra­ków) będzie prze­twa­rzać Pań­stwa dane oso­bo­we. Szcze­gó­ło­wa klau­zu­la o prze­twa­rza­niu danych oso­bo­wych dostęp­na jest tutaj.