Głód: największy skandal świata

Głód
Fot.: Daniel Kaspro­wicz
Głód
Głód
Fot.: Daniel Kaspro­wicz

GŁÓD NIE JEST PRO­BLE­MEM CZĘ­ŚCI ŚWIA­TA, Z KTÓ­RĄ NIC NAS NIE ŁĄCZY, NIE JEST PRO­BLE­MEM, KTÓ­RY NAS NIE DOTY­CZY I – PRZEDE WSZYST­KIM – NA KTÓ­RY NIE MAMY WPŁY­WU.

KOMEN­TARZ EKS­PER­TA:

UWA­RUN­KO­WA­NIA UBÓ­STWA KRA­JÓW AFRY­KI

DR EWA RADOM­SKA

 

„To stan na pogra­ni­czu tępe­go sza­leń­stwa. Ludzie są przy­tom­ni, choć nie­przy­tom­ni, czu­ją, nic nie czu­jąc. Prze­sta­ją zwra­cać uwa­gę na chwie­ją­ce się zęby i dzią­sła krwa­wią­ce od byle doty­ku. Przy­wy­kli do opuch­nię­tych stóp i nóg. Zaha­mo­wa­nie wzro­stu u dzie­ci, zabu­rze­nia krą­że­nia, upo­śle­dze­nie narzą­dów jamy brzusz­nej, ukła­du krwio­no­śne­go, odpor­no­ścio­we­go, ogól­ne osła­bie­nie, depre­sja, brak łak­nie­nia, wychu­dze­nie, obrzę­ki, u doro­słych zanik tka­nek mię­śnio­wej i tłusz­czo­wej pod­skór­nej — te i inne słow­ni­ko­we obja­wy cho­ro­by nie doku­cza­ją już tak bar­dzo. Jeli­ta powo­li tra­wią same sie­bie; to rów­nież boli, lecz kie­dy boli już któ­ryś mie­siąc, rok z rzę­du, widać tak musi być. Podob­no moż­na pogo­dzić się nawet z nagły­mi, dłu­go­trwa­ły­mi skur­cza­mi żołąd­ka, kie­dy prze­ły­ka się śli­nę gęstą jak fleg­ma”.

(Paweł Smo­leń­ski, Kró­lo­we Moga­di­szu, Czar­ne, Woło­wiec 2018).

ILE LUDZI UMIE­RA Z GŁO­DU?

GŁÓD DZIŚ DOTY­KA PONAD 820 MLN LUDZI. To wię­cej niż łącz­na licz­ba miesz­kań­ców USA, Indo­ne­zji i Paki­sta­nu. Gło­du doświad­cza­ją ludzie miesz­ka­ją­cy głów­nie na trzech kon­ty­nen­tach: w Afry­ce (w Afry­ce Sub­sa­ha­ryj­skiej 214 mln), Ame­ry­ce Połu­dnio­wej (37 mln) i Azji (525,6 mln). Jed­no z sied­miu dzie­ci na świe­cie (czy­li ponad 20 mln rocz­nie, według danych z 2015 r.) rodzi się z nie­do­wa­gą. Nie­do­ży­wie­nie jest przy­czy­ną nie­mal poło­wy śmier­ci dzie­ci poni­żej pią­te­go roku życia. W Soma­lii i Cza­dzie śmier­tel­ność dzie­ci poni­żej pią­te­go roku życia wyno­si oko­ło 12% (Glo­bal Hun­ger Index). Licz­ba wszyst­kich rocz­nie umie­ra­ją­cych z gło­du to oko­ło 9 mln. W tym samym cza­sie jed­na trze­cia wypro­du­ko­wa­nej na świe­cie żyw­no­ści jest wyrzu­ca­na (The World Counts). Para­dok­sem jest, że dwie trze­cie ludzi cier­pią­cych głód żyje w obsza­rach rol­ni­czych, a poło­wa ludzi głod­nych to człon­ko­wie rol­ni­czych rodzin. JED­NYM Z NAJ­BAR­DZIEJ ROZ­PO­WSZECH­NIO­NYCH MITÓW JEST TWIER­DZE­NIE, ŻE GŁÓW­NĄ PRZY­CZY­NĄ GŁO­DU JEST PRZE­LUD­NIE­NIE. Głód wystę­pu­je tak­że w rejo­nach sła­bo zalud­nio­nych, jak Bra­zy­lia czy Sene­gal. Zie­mia jest w sta­nie nakar­mić wszyst­kich ludzi, a nawet pro­du­ko­wa­na przez nas żyw­ność prze­kra­cza nasze potrze­by. PRO­BLE­MEM JEST JEDY­NIE SPO­SÓB JEJ DYS­TRY­BU­CJI. Nie jest to opi­nia poje­dyn­czych naukow­ców, ale fakt, z któ­rym nikt dziś już nie pole­mi­zu­je.

Jak czło­wiek nic nie jadł cały dzień i kła­dzie się wie­czo­rem spać, to mu się krę­ci w gło­wie i jest zim­no – mówi dzie­się­cio­let­ni

Par­fa­it z Mada­ga­ska­ru

– Wte­dy myślę sobie o mię­sie, któ­re jadłem kil­ka lat temu. Marzę, że z całą rodzi­ną sie­dzi­my na macie, na niej stoi miska peł­na mię­sa i wszy­scy są szczę­śli­wi. Gdy w domu nie ma nic do jedze­nia, to nikt nic nie mówi. Jest cisza i tyl­ko ten zapach ryżu gotu­ją­ce­go się u sąsia­dów.

Głód
Fot.: Dariusz Marut

ŚWIA­TO­WY GŁÓD ROŚNIE CZY MALE­JE?

Jed­nym z 17 celów roz­wo­ju przy­ję­tych przez ONZ 2015 r. było wyeli­mi­no­wa­nie zja­wi­ska gło­du na świe­cie do roku 2030. Nie­ste­ty, przez ostat­nie lata licz­ba osób zma­ga­ją­cych się z pro­ble­mem gło­du zamiast maleć wzra­sta. Według rapor­tu FAO, tyl­ko do roku 2016 powięk­szy­ła się o 38 mln – to tyle, ile miesz­kań­ców liczy Pol­ska. Głód rośnie nie­mal we wszyst­kich regio­nach Afry­ki. Mając do czy­nie­nia z pan­de­mią COVID-19, jeste­śmy rów­nież na skra­ju pan­de­mii gło­du – powie­dział w kwiet­niu 2020 r. David Beasley, dyrek­tor Świa­to­we­go Pro­gra­mu Żyw­no­ścio­we­go, agen­cji ONZ. Agen­cja sza­cu­je, że LICZ­BA GŁO­DU­JĄ­CYCH LUDZI W 2020 ROKU NIE­MAL SIĘ PODWOI.

Mama Fer­mi­na

zmar­ła po poro­dzie, ojciec porzu­cił rodzi­nę. Osie­ro­co­ne dziec­ko tra­fi­ło do skraj­nie ubo­giej bab­ci. W trze­cim mie­sią­cu życia waży­ło nie­co wię­cej niż dwa i pół kilo­gra­ma (pra­wi­dło­wa waga w tym wie­ku to od 5 do 7,5 kg). Mimo pomo­cy naszej fun­da­cji, doży­wia­ją­cej zagło­dzo­ne dzie­ci na Mada­ga­ska­rze, Fer­min zmarł. Był zbyt wycień­czo­ny, by prze­żyć.

Głód
Fot.: Daniel Kaspro­wicz

DLA­CZE­GO AŻ TYLE OSÓB CIER­PI GŁÓD?

Sko­ro już wie­my, że nasza pla­ne­ta może wyży­wić wszyst­kich swo­ich miesz­kań­ców, nasu­wa się pyta­nie, dla­cze­go aż tyle osób cier­pi głód?

Głód poja­wia się tam, gdzie są susza, woj­na, korup­cja, gdzie nie dzia­ła­ją rzą­dy i admi­ni­stra­cja – to czyn­ni­ki dość oczy­wi­ste. Ale są też pro­ble­my bar­dziej zło­żo­ne.

Źró­dłem gło­du od zawsze jest BIE­DA, NIE­RÓW­NO­ŚCI SPO­ŁECZ­NE ORAZ MAR­GI­NA­LI­ZA­CJA. Kra­je dotknię­te gło­dem to te, w któ­rych wystę­pu­ją naj­więk­sze nie­rów­no­ści spo­łecz­ne i w któ­rych przej­ście do bogat­szej gru­py spo­łecz­nej wyda­je się nie­moż­li­we.

Bez­pie­czeń­stwo żyw­no­ścio­we ludzi, czy­li dostęp do pro­duk­tów, któ­re koniecz­ne są do utrzy­ma­nia peł­no­war­to­ścio­wej die­ty, pozwa­la­ją­cej na pro­wa­dze­nie aktyw­ne­go życia, jest uza­leż­nio­ne od świa­to­wej eko­no­mii, momen­tów spo­wol­nie­nia gospo­dar­cze­go oraz dys­try­bu­cji żyw­no­ści. W tym momen­cie licz­ba osób, któ­rych bez­pie­czeń­stwo żyw­no­ścio­we jest zagro­żo­ne, prze­kra­cza 2 mld (w tym 8% miesz­kań­ców Ame­ry­ki Pół­noc­nej i Euro­py).

KTO ZAŚ NIE MA, TEMU ZABIO­RĄ RÓW­NIEŻ TO, CO MA

Nie­ste­ty, KRY­ZY­SY GOSPO­DAR­CZE NIE UDE­RZA­JĄ WE WSZYST­KICH TAK SAMO. Kry­zys naj­bar­dziej odbi­ja się na naj­bied­niej­szych, na miesz­kań­cach czę­ści świa­ta, w któ­rych sys­te­my socjal­ne nie funk­cjo­nu­ją tak dobrze, pra­cow­ni­cy nie są zatrud­nia­ni na umo­wach, gwa­ran­tu­ją­cym im bez­pie­czeń­stwo finan­so­we, w któ­rych nie ma roz­wi­nię­tych insty­tu­cji poza­rzą­do­wych i opie­kuń­czych oraz ogól­no­do­stęp­nej służ­by zdro­wia. Tam każ­de drob­ne waha­nia na ryn­ku czy zwięk­sze­nie pozio­mu bez­ro­bo­cia koń­czą się dla tysię­cy osób tra­gicz­nie.

Kie­dy jed­nak są okre­sy boomu gospo­dar­cze­go, rzad­ko sytu­acja miesz­kań­ców bied­nych rejo­nów zmie­nia się na plus. W Ben­ga­lu w 1943 r. wystą­pił boom gospo­dar­czy, a mimo w tym samym cza­sie milio­ny ludzi umie­ra­ły z gło­du, ponie­waż towa­rzy­szy­ła temu gigan­tycz­na infla­cja. Aktu­al­nie: Etio­pia ze swo­im tem­pem wzro­stu gospo­dar­cze­go rzę­du 9% rocz­nie (dane za 2018) jest jed­no­cze­śnie w pierw­szej dzie­siąt­ce naj­szyb­ciej roz­wi­ja­ją­cych się kra­jów świa­ta i pierw­szej dzie­siąt­ce naj­bar­dziej gło­du­ją­cych kra­jów świa­ta.

Burun­di

to naj­bied­niej­szy kraj świa­ta (ma naj­niż­sze PKB, czy­li pro­dukt kra­jo­wy brut­to). Bie­da, zwłasz­cza na wsi, jest nie­wy­obra­żal­na. „W naszej gmi­nie tyl­ko w stycz­niu zmar­ło z wycień­cze­nia 78 osób, a oko­ło 760 rodzin cier­pi głód i nie ma pra­wie żad­nych środ­ków na utrzy­ma­nie – mówi sio­stra Tere­sa, misjo­nar­ka w Gata­ra w Burun­di. – Przy­szła susza, któ­ra trwa­ła od kwiet­nia do paź­dzier­ni­ka, oraz cho­ro­by. Do tego docho­dzą kra­dzie­że plo­nów doj­rze­wa­ją­cych. Dzie­ci nie idą do szko­ły, bo bez jedze­nia nie mogą uczest­ni­czyć w zaję­ciach. Po 2–3 lek­cjach są tak śpią­ce i sła­be, że lepiej, żeby zosta­ły w domu. Ich marze­niem jest zjeść śnia­da­nie, żeby uczest­ni­czyć w lek­cji. Ostat­nio chło­piec przy­niósł mi sko­szo­nej tra­wy i mówi: sio­stro, daj jedze­nie, my już nic nie mamy, jemy trzci­nę cukro­wą. To wca­le nie jest trzci­na, tyl­ko łody­gi kuku­ry­dzy, któ­re z gło­du ludzie wysy­sa­ją. I chło­pak pro­si dalej: mówi­łaś, że nie trze­ba kraść, więc daj nam jeść”.

Głód
Fot.: Tere­sa Dróź­dziel

CO DZIE­JE SIĘ Z ŻYW­NO­ŚCIĄ?

A co dzie­je się z żyw­no­ścią, któ­ra jest pro­du­ko­wa­na na świe­cie, rów­nież w rejo­nach cier­pią­cych głód? Naj­czę­ściej tra­fia do Euro­py, gdzie póź­niej w poło­wie tra­fia na śmiet­nik. Pro­du­cen­ci sprze­da­ją ją nie tym, któ­rzy jej potrze­bu­ją, ale tym, któ­rzy ofe­ru­ją naj­wię­cej. Tak dzia­ła rynek. ŻYW­NO­ŚCI RZAD­KO NAPRAW­DĘ BRA­KU­JE. Czę­sto nawet zda­rza się, że powsta­ją jej nad­wyż­ki, któ­re póź­niej są nisz­czo­ne. Dzie­je się tak dla­te­go, że pro­du­cen­ci nie chcą dopu­ścić do spad­ku jej ceny, któ­ry nastą­pił­by, gdy­by na ryn­ku poja­wi­ła się jej zbyt duża ilość.

Żyw­ność jest pro­duk­tem stra­te­gicz­nym, z któ­re­go zaku­pu naj­trud­niej zre­zy­gno­wać. Ten oczy­wi­sty dla wszyst­kich fakt czę­sto WYKO­RZY­STU­JĄ SPE­KU­LAN­CI. Kie­dy tyl­ko poja­wia się ryzy­ko nie­do­bo­ru jakie­goś pro­duk­tu, spo­wo­do­wa­ne klę­ska­mi żywio­ło­wy­mi, taki­mi jak susze czy powo­dzie, chęt­nie pod­sy­ca­ją nie­pew­ność, by dopro­wa­dzić do pod­wyż­sze­nia ceny. Prze­pro­wa­dza się tak­że licz­ne ope­ra­cje finan­so­we, han­dlu­jąc umo­wa­mi i wyko­rzy­stu­jąc uza­leż­nie­nie ludzi od pro­duk­tów. W tej sytu­acji żyw­ność tra­fia jedy­nie do tych państw, któ­re stać na jej zakup, nawet jeśli póź­niej zosta­nie po pro­stu wyrzu­co­na. Jest to sku­tek głów­nie nie­świa­do­mo­ści związ­ku tych zja­wisk i wpły­wu kon­sump­cji oraz naszych wła­snych wybo­rów na sytu­ację ludzi w innych pań­stwach.

Na pew­no

poło­wa dzie­ci głod­na.

Na pew­no poło­wa – z naci­skiem mówi sio­stra Ali­cja Adam­ska, pro­wa­dzą­ca szko­łę w Kame­ru­nie. – Przy­cho­dzą i pro­szą: Sio­stro, niech sio­stra da tablet­kę, bar­dzo mnie boli gło­wa. A ja wte­dy pytam: Jadłeś ty coś dzi­siaj?
Pro­szę sobie wyobra­zić samo­po­czu­cie dziec­ka, któ­re ostat­ni raz jadło poprzed­nie­go dnia wie­czo­rem. Potem rano nic, w połu­dnie nic. W środ­ku dnia przy­cho­dzi ogrom­ny upał, 30–40 stop­ni. Dzie­ci są zmę­czo­ne, cho­ru­ją. Gdy dziec­ko jest doży­wio­ne cho­ciaż dwa razy w tygo­dniu, to odbu­do­wu­je siły. Poza tym doży­wia­nie wzbu­dza w dziec­ku chęć cho­dze­nia do szko­ły.

Głód
Fot.: Robert Noga

MIĘ­DZY­NA­RO­DO­WE RYN­KI

KRA­JE ROZ­WI­JA­JĄ­CE SIĘ SĄ UZA­LEŻ­NIO­NE OD IMPOR­TU TOWA­RÓW PIER­WOT­NYCH. Waha­nia na ryn­ku a tak­że kry­zy­sy ude­rza­ją w pierw­szej kolej­no­ści w te kra­je. Ceny idą w górę, ludzie tra­cą pra­cę, pod­czas gdy bra­ku­je roz­wi­nię­tych świad­czeń socjal­nych oraz insty­tu­cji opie­kuń­czych.

W cza­sie kry­zy­su kra­je roz­wi­ja­ją­ce się pogrą­ża­ją się w infla­cji, co znów wpły­wa na brak moż­li­wo­ści zaku­pu towa­rów. Jed­no­cze­śnie te kra­je są uza­leż­nio­ne od zaku­pu pro­duk­tów koniecz­nych i nie­kie­dy ich na to nie stać. Z dru­giej stro­ny są uza­leż­nio­ne od pro­duk­tów, któ­re eks­por­tu­ją, ponie­waż z tego czer­pią dochód. Zyski na tych towa­rach tra­fia­ją jed­nak głów­nie do sprze­da­ją­cych je kon­cer­nów, a nie do miesz­kań­ców.

SPA­DA­JĄ­CE CENY ŻYW­NO­ŚCI NA RYN­KU MIĘ­DZY­NA­RO­DO­WYM czę­sto ozna­cza­ją wzrost bez­ro­bo­cia i ogrom­ną infla­cję w pań­stwach, któ­re ją eks­por­tu­ją, a tym samym pod­wyż­kę cen żyw­no­ści w tym pań­stwie. Więc osta­tecz­nie spa­dek ceny żyw­no­ści na ryn­ku mię­dzy­na­ro­do­wym powo­du­je wzrost ceny żyw­no­ści w pań­stwie eks­por­tu­ją­cym.

Mat­ka Veri­soa

(Mada­ga­skar) zmar­ła przy poro­dzie. Poród przyj­mo­wa­ła lokal­na zna­chor­ka. Dziec­ko, kar­mio­ne przez ciot­kę wodą z mle­kiem skon­den­so­wa­nym, cier­pia­ło na cięż­kie nie­do­ży­wie­nie i cho­ro­by współ­ist­nie­ją­ce. Kobie­ta poszła do szpi­ta­la, ale nikt ich nie przy­jął – lokal­ni pra­cow­ni­cy żąda­li pie­nię­dzy, któ­rych nie mia­ła. Pol­scy misjo­na­rze sta­ra­li się pomóc wszyst­ki­mi dostęp­ny­mi meto­da­mi, ale dziec­ko zmar­ło po kil­ku dniach. Mia­ło oko­ło roku i waży­ło poni­żej pię­ciu kilo­gra­mów.

Głód
Fot.: Daniel Kaspro­wicz

LUK­SUS ZAMIAST ŻYW­NO­ŚCI

Kolej­nym zja­wi­skiem pro­wa­dzą­cym do gło­du jest pro­duk­cja żyw­no­ści, któ­ra nie jest towa­rem pierw­szej potrze­by. Na polach, któ­re mogły­by być wyko­rzy­sta­ne w inny spo­sób, upra­wia­my dobra luk­su­so­we, takie jak tytoń, kawa czy her­ba­ta. Upra­wia­my też ZBO­ŻA, KTÓ­RE PRZE­ZNA­CZA­MY NA PASZĘ DLA ZWIE­RZĄT, z któ­rych póź­niej pro­du­ku­je­my mię­so, nie będą­ce pro­duk­tem koniecz­nym i dostęp­nym tyl­ko dla naj­bo­gat­szych. Na przy­kład w USA 70% zbo­ża zja­da­ją kro­wy, świ­nie i kury, a spo­ży­cie mię­sa wzra­sta.

Innym spo­so­bem wyko­rzy­sta­nia żyw­no­ści jest pro­du­ko­wa­nie z niej BIO­PA­LIW. W USA według pra­wa fede­ral­ne­go 40% pro­du­ko­wa­nej rocz­nie kuku­ry­dzy musi być wyko­rzy­sty­wa­na wła­śnie w tym celu. Tym­cza­sem do napeł­nie­nia jed­ne­go baku pali­wem potrzeb­ne jest 170 kg kuku­ry­dzy, czy­li tyle, ile wystar­czy­ło­by do wyży­wie­nia jed­ne­go dziec­ka przez rok. Wzrost popy­tu na bio­pa­li­wa (i idą­cy za nim wzrost świa­to­wych cen surow­ców rol­nych) był, obok spe­ku­la­cji na ryn­kach finan­so­wych, uzna­wa­ny za jed­ną z głów­nych przy­czyn wzro­stu cen żyw­no­ści w latach 2007–2008.

Pro­blem gło­du z pew­no­ścią jest zło­żo­ny, ma na nie­go wpływ wie­le czyn­ni­ków. Na pew­no jed­nak nie może­my powie­dzieć o nim dwóch rze­czy. Tego, że jest pro­ble­mem nie do roz­wią­za­nia i tego, że nie mamy na nie­go wpły­wu. Musi­my tyl­ko dostrzec, że TE SAME PRO­DUK­TY, KTÓ­RE LĄDU­JĄ NA ŚMIET­NI­KU W JED­NEJ CZĘ­ŚCI ŚWIA­TA, MOGŁY­BY STAĆ SIĘ POSIŁ­KIEM RATU­JĄ­CYM ŻYCIE W INNEJ CZĘ­ŚCI TEGO SAME­GO ŚWIA­TA.

Kin­ga Koze­ra
dla Pol­skiej Fun­da­cji dla Afry­ki

Char­li­ne

z mamą i trój­ką rodzeń­stwa (Mada­ga­skar) nie posia­da­li dosłow­nie nicze­go. Miesz­ka­li w chle­wi­ku w oto­cze­niu zwie­rząt. Nie­raz dobrzy ludzie dawa­li im tro­chę kuku­ry­dzy czy manio­ku. Wygło­dzo­ne dzie­ci zosta­ły odna­le­zio­ne przez s. Mał­go­rza­tę, misjo­nar­kę. Teraz miesz­ka­ją w domu dziec­ka i cho­dzą do szko­ły. Nie były przy­zwy­cza­jo­ne, że moż­na najeść się do syta i trze­ba było wyda­wać im jedze­nie w odpo­wied­nich por­cjach. Dzie­ci cho­wa­ły też żyw­ność pod podusz­kę, co jest typo­we, gdy dłu­go cier­pi się głód.

Głód
Fot.: Dariusz Marut
 

PRZE­OBRA­ŻE­NIE ŻYW­NO­ŚCI W PRZED­MIOT SPE­KU­LA­CJI FINAN­SO­WYCH doko­na­ło się dwa­dzie­ścia lat temu. Nikt jed­nak wła­ści­wie tego nie zauwa­żał aż do roku 2008. Wte­dy wła­śnie wiel­ka ban­ko­wość prze­ży­ła coś, co wie­lu uzna­ło za auten­tycz­ne trzę­sie­nie zie­mi: kry­zys, któ­ry objął jed­no­cze­śnie akcje, hipo­te­ki, han­del mię­dzy­na­ro­do­wy. Wszyst­ko się wali­ło, pie­niądz nie miał się gdzie podziać, dokąd pójść.

Po dniach nie­pew­no­ści wie­le kapi­ta­łów schro­ni­ło się pod skrzy­dła insty­tu­cji, któ­ra wyda­wa­ła się naj­bar­dziej przy­ja­zna: Gieł­dy w Chi­ca­go i jej surow­ców. W roku 2003 inwe­sty­cje w pro­duk­ty żyw­no­ścio­we wyno­si­ły oko­ło 13 miliar­dów dola­rów; w 2008 osią­gnę­ły wyso­kość 317 miliar­dów – to nie­mal 25 razy wię­cej pie­nię­dzy, 25 razy więk­szy popyt. Ceny oczy­wi­ście wystrze­li­ły w górę.

Ana­li­ty­cy, któ­rych nie moż­na podej­rze­wać o lewi­co­wość, sza­co­wa­li, że ta ilość pie­nię­dzy prze­wyż­sza­ła obro­ty na świa­to­wym ryn­ku żyw­no­ści pięt­na­sto­krot­nie – był to OWOC CZY­STEJ SPE­KU­LA­CJI. Rząd ame­ry­kań­ski odpro­wa­dzał set­ki miliar­dów dola­rów do ban­ków, „aby rato­wać sys­tem finan­so­wy”, i spo­ra część tych pie­nię­dzy nie znaj­dy­wa­ła lep­sze­go celu inwe­sty­cji niż żyw­ność – ta, któ­rą jedli inni.

Teraz na Gieł­dzie w Chi­ca­go nego­cju­je się co roku ilość psze­ni­cy rów­ną pięć­dzie­się­cio­krot­nej świa­to­wej pro­duk­cji. Powta­rzam: tutaj każ­de ziar­no kuku­ry­dzy, któ­ra się uro­dzi na świe­cie, jest kupo­wa­ne i sprze­da­wa­ne – nawet nie kupo­wa­ne i sprze­da­wa­ne; prze­pro­wa­dza się tyl­ko symu­la­cję – pięć­dzie­siąt razy. Ina­czej to ujmu­jąc: spe­ku­lo­wa­nie psze­ni­cą daje OBRO­TY PIE­NIĘŻ­NE PIĘĆ­DZIE­SIĄT RAZY WIĘK­SZE, NIŻ WYNO­SI WAR­TOŚĆ PRO­DUK­CJI tego zbo­ża.

Wiel­kim wyna­laz­kiem ryn­ków jest fakt, że ten, kto chce coś sprze­dać, nie musi tego posia­dać. Wię­cej: było­by czymś dziw­nym, gdy­by się sprze­da­wa­ło to, co się posia­da. Sprze­da­je się obiet­ni­ce, umo­wy, nie­ści­sło­ści zapi­sa­ne na ekra­nach kom­pu­te­ra. I ci, któ­rzy umie­ją, zara­bia­ją for­tu­ny na tym ćwi­cze­niu z fik­cji. (…) MACHI­NA ROZ­PĘ­DZO­NA BYŁA DO TYSIĄ­CA KILO­ME­TRÓW NA GODZI­NĘ.

Tam­te­go dnia, 6 kwiet­nia 2008 roku, tona psze­ni­cy osią­gnę­ła cenę 440 dola­rów. To było nie do uwie­rze­nia: zale­d­wie pięć lat wcze­śniej kosz­to­wa­ła trzy razy mniej, w oko­li­cach 125 dola­rów. Zbo­ża przez prze­szło dwie deka­dy utrzy­mu­ją­ce sta­łą war­tość nomi­nal­ną, a zatem mają­ce coraz niż­sze ceny, w roku 2006 zaczę­ły iść w górę, a w pierw­szych mie­sią­cach roku 2007 wzrost cen stał się nie­po­wstrzy­ma­ny.

W maju cena psze­ni­cy prze­kro­czy­ła 200 dola­rów za tonę, w sierp­niu 300, w stycz­niu 400. To samo doty­czy­ło pozo­sta­łych zbóż”.

(Mar­tín Capar­rós, Głód, Wydaw­nic­two Lite­rac­kie, Kra­ków 2016)

Oko­li­ca sto­li­cy Mada­ga­ska­ru

– Bri­git­te to wdo­wa z czwór­ką dzie­ci. Zanim dosta­li od nas pomoc (worek z ryżem na zdję­ciu), nie jedli już pra­wie nic. By zna­leźć coś na świą­tecz­ny stół dla dzie­ci, Bri­git­te poszła nad jezio­ro i sta­rą pie­lu­chą pró­bo­wa­ła łowić maleń­kie ryb­ki. Nie mają nawet węd­ki.

Głód
Fot.: Dariusz Marut