Centrum medyczne w Mampikony (Madagaskar)

CENTRUM MEDYCZNE

LICZBA PROJEKTU: 40 PACJENTÓW DZIENNIE

MIEJSCE: MADAGASKAR

ROK: 2017

Prze­ka­za­li­śmy 249 tys. zł na budo­wę cen­trum medycz­ne­go w Mam­pi­ko­ny na Mada­ga­ska­rze.

Mama dziew­czyn­ki o imie­niu Kadi­ni­soa cięż­ko zacho­ro­wa­ła i stra­ci­ła pokarm. Cór­ka, kar­mio­na roz­go­to­wa­nym ryżem i mle­kiem kon­den­so­wa­nym, z każ­dym dniem sła­bła. Rodzi­ców nie stać było ani na leka­rza, ani na mle­ko zastęp­cze. Przy­nie­śli ją do misji, któ­ra dzia­ła w Mam­pi­ko­ny, ubo­gim rejo­nie na Mada­ga­ska­rze. Pię­cio­mie­sięcz­ne nie­mow­lę waży­ło trzy i pół kilo­gra­ma. Ale po nie­speł­na trzech tygo­dniach lecze­nia — już pięć kilo.

Centrum medyczne w Mampikony (Madagaskar)

Kobie­ta dzie­li się tym, w co wie­rzy w życiu: Dziec­ko to skarb, to kamień szla­chet­ny. Obym mogła dono­sić jesz­cze jed­no.

Na Mada­ga­ska­rze mat­ki umie­ra­ją przy poro­dzie sto razy czę­ściej niż w Pol­sce.

Żyjąc w Mam­pi­kony, bied­nym rejo­nie Mada­ga­ska­ru, trze­ba być go­to­wym na śmierć. Bra­ku­je czy­stej wody, le­ków, opie­ki me­dycz­nej. Po­wszechne nie­do­ży­wie­nie zbie­ra strasz­ne żni­wo. Śred­nia dłu­gość życia to za­le­d­wie 45 lat. Naj­częst­sza rodzi­na to mama-wdo­wa i kil­koro dzie­ci. Służ­ba zdro­wia jest od­płatna i przez to nie­do­stępna dla więk­szo­ści Mal­ga­szów, utrzy­mu­ją­cych się z upra­wy ce­buli, ryżu i ma­nioku.

Na Mada­ga­ska­rze śmier­tel­ność matek to 450 zgo­nów na 100 tys. uro­dzeń, w Pol­sce: nie­wie­le ponad 4. Czę­sto przy­czy­ną zgo­nów jest brak położ­nej czy nie­hi­gie­nicz­ne warun­ki poro­du. Nie­do­ży­wie­nie kobie­ty powo­du­je śmierć dziec­ka lub jego niską masę uro­dze­nio­wą a tak­że częst­sze cho­ro­by.

Wie­lu tych śmier­ci moż­na unik­nąć. Jak? Przez wcze­sną dia­gno­sty­kę i inter­wen­cję lekar­ską. Przez doży­wia­nie matek i dzie­ci. Przez suple­men­ty. Przez zwy­czaj­ną, pod­sta­wo­wą opie­kę medycz­ną.

Mle­ko zastęp­cze na Mada­ga­ska­rze jest bar­dzo dro­gie, czę­sto ubo­gie mat­ki zastę­pu­ją je mle­kiem skon­den­so­wa­nym. W skraj­nych przy­pad­kach nie­mow­lę­tom poda­je się tyl­ko wodę z cukrem.

Centrum medyczne w Mampikony (Madagaskar)

Samot­na… bab­cia.

Mama Fer­mi­na zmar­ła przy poro­dzie. Ojciec dziec­ka znik­nął. Rodzi­ny nie stać było na położ­ną. Wystą­pi­ły kom­pli­ka­cje. Osie­ro­co­nym dziec­kiem zaję­ła się bab­cia Helie­ne – ubo­ga kobie­ta, pra­cu­ją­ca na polu ryżo­wym. Nie było jej stać na  mle­ko zastęp­cze. Fer­min w trze­cim mie­sią­cu życia ważył dwa i pół kilo­gra­ma. Cho­ro­wał na zapa­le­nie płuc i bie­gun­kę. Helie­ne była zała­ma­na, nie wie­dzia­ła, gdzie szu­kać pomo­cy. Przy­ja­ciół­ka dora­dzi­ła jej, by uda­ła się do misji w Mam­pi­ko­ny. Nie była pew­na, czy misja rze­czy­wi­ście ist­nie­je i czy otrzy­ma tam pomoc. Tyl­ko „sły­sza­ła od ludzi”. Widząc, że wnuk ma się coraz gorzej, Helie­ne zary­zy­ko­wa­ła. Wybra­ła się w dłu­gą, pie­szą podróż. W misji chło­piec wyzdro­wiał i zaczął przy­bie­rać na wadze. Bab­cia  uczy się, jak się nim opie­ko­wać: jak pie­lę­gno­wać malu­cha i czym go kar­mić.

W misji kato­lic­kiej w Mam­pi­ko­ny na Mada­ga­ska­rze funk­cjo­nu­je przy­chod­nia, w któ­rej przyj­mu­je się obec­nie oko­ło 40 pacjen­tów dzien­nie. Ale to mało! Trze­ba ją roz­bu­do­wać w solid­ne cen­trum medycz­ne. Będzie ono poma­gać ubo­gim  kobie­tom.  Zaofe­ru­je opie­kę gine­ko­lo­gicz­ną, doży­wia­nie i matek, i dzie­ci, szcze­pie­nia i suple­men­ta­cję wita­mi­na­mi, szko­le­nia medycz­ne i żywie­nio­we. Roz­bu­do­wa przy­chod­ni obej­mie stwo­rze­nie m.in. poro­dów­ki, apte­ki z tani­mi leka­mi, gabi­ne­tów (w tym USG), dwóch sal cho­rych. Teraz, gdy środ­ki zosta­ły prze­ka­za­ne, misjo­na­rze na Mada­ga­ska­rze mogą przy­stą­pić do budo­wy cen­trum.