Dożywianie ponad trzystu wygłodzonych dzieci (Madagaskar)

DOŻYWIANIE DZIECI

LICZBA PROJEKTU: 300 DZIECI

MIEJSCE: MADAGASKAR

ROK: 2018

Prze­ka­za­li­śmy 90 tys. euro na doży­wia­nie głod­nych dzie­ci na Mada­ga­ska­rze.

Tu dzie­ci cho­dzą spać głod­ne lub piją tyl­ko gorą­cą wodę, by się roz­grzać przed zim­ną nocą. Na Mada­ga­ska­rze są rejo­ny, gdzie ludzie umie­ra­ją z bra­ku poży­wie­nia. Nawet co trze­cie dziec­ko jest nie­do­ży­wio­ne.

Głod­ne nie­mow­lę­ta

Na Mada­ga­ska­rze mat­ki umie­ra­ją przy poro­dzie sto razy czę­ściej niż w Pol­sce. Opie­ku­nów osie­ro­co­nych dzie­ci nie stać na mle­ko począt­ko­we. Mie­sięcz­ny koszt mle­ka (por­cja 900 g) to oko­ło 250 zł. Czy­li wię­cej niż mie­sięcz­ne wyna­gro­dze­nie (oko­ło 200 zł). Dzie­ci dokar­mia się wodą z cukrem bądź mle­kiem skon­den­so­wa­nym, co pro­wa­dzi do bie­gu­nek, infek­cji (trud­no tu o czy­stą wodę) i wynisz­cze­nia.

Dożywianie 310 wygłodzonych dzieci w Mampikony (Madagaskar)

Mama Fer­mi­na zmar­ła po poro­dzie, ojciec porzu­cił rodzi­nę. Osie­ro­co­ne dziec­ko tra­fi­ło do skraj­nie ubo­giej bab­ci. W trze­cim mie­sią­cu życia waży­ło nie­co wię­cej niż dwa i pół kilo­gra­ma (pra­wi­dło­wa waga w tym wie­ku to od 5 do 7,5 kg). Prze­ży­ło dzię­ki pomo­cy pol­skich misjo­na­rzy, pra­cu­ją­cych na Mada­ga­ska­rze. Fot. Daniel Kaspro­wicz.

Pra­cu­ją za nad­psu­te warzy­wa

Powszech­ne jest też nie­do­ży­wie­nie wśród dzie­ci poni­żej pią­te­go roku życia. A jeśli dziec­ko jest nie­do­ży­wio­ne, to śmierć na bie­gun­kę, mala­rię, dur brzusz­ny, cho­ro­by paso­żyt­ni­cze to kwe­stia kil­ku dni.

Wie­le dzie­ci musi pra­co­wać. Noszą towa­ry na stra­ga­ny, wor­ki z odzie­żą, kar­to­ny z sza­rym mydłem — by dostać za swą pra­cę nad­psu­te warzy­wa. Wie­le wie, co to zim­no i głód (w sto­li­cy mię­dzy czerw­cem a sierp­niem tem­pe­ra­tu­ra spa­da w nocy do 0 st. C). Nie­któ­re dzie­ci nie mają domu, śpią w bara­kach czy na stra­ga­nach.

W szpi­ta­lu nikt ich nie przy­jął

Dożywianie 310 wygłodzonych dzieci w Mampikony (Madagaskar)

Mat­ka Veri­soa zmar­ła przy poro­dzie. Poród przyj­mo­wa­ła lokal­na zna­chor­ka. Dziec­ko, kar­mio­ne przez ciot­kę wodą z mle­kiem skon­den­so­wa­nym, cier­pia­ło na cięż­kie nie­do­ży­wie­nie i cho­ro­by współ­ist­nie­ją­ce. Kobie­ta poszła do szpi­ta­la, ale nikt ich nie przy­jął — lokal­ni pra­cow­ni­cy żąda­li pie­nię­dzy, któ­rych nie mia­ła. Pol­scy misjo­na­rze sta­ra­li się pomóc wszyst­ki­mi dostęp­ny­mi meto­da­mi, ale dziec­ko zmar­ło po kil­ku dniach. Mia­ło oko­ło roku i waży­ło poni­żej pię­ciu kilo­gra­mów. Fot. Daniel Kaspro­wicz.

„Pew­ne­go wie­czo­ru sie­dli­śmy do kola­cji z gru­pą dzie­ci z dale­kich wio­sek, któ­re przy­je­cha­ły do sto­li­cy na ope­ra­cje, pla­no­wa­ne w kolej­nych dniach. Na sto­le poło­żo­no ryż, jarzy­ny i mię­so. Tego dnia były kotle­ci­ki z zebu (domo­we bydło). Dzie­ci jed­nak nakła­da­ły sobie ryż i nic wię­cej. Gdy spy­ta­li­śmy miej­sco­wych misjo­na­rzy, cze­mu nie wezmą nic wię­cej, ci odpo­wie­dzie­li, że ludzie tu jedzą trzy razy dzien­nie ryż i rzad­ko kie­dy coś wię­cej. Dzie­ci jadły więc to, co zawsze”.

dr n. med. Maria Groh­man-Wie­czo­rek, uczest­nicz­ka misji medycz­nej Pol­skiej Fun­da­cji dla Afry­ki na Mada­ga­ska­rze

Pra­cu­je za 5 gro­szy

Dożywianie 310 wygłodzonych dzieci w Mampikony (Madagaskar)

Jean Marc (11 lat) cały dzień pra­cu­je za jed­ną pusz­kę ryżu. Mówi, że robił już wie­le rze­czy. Obec­nie pie­rze odzież nad rze­ką. Za wypra­nie jed­nej sztu­ki dosta­je rów­no­war­tość 5 gro­szy. W domu jest ich 13. Jego marze­nie: rower. Na uli­cy z podzi­wem patrzy na boga­czy, któ­rzy mkną rowe­ra­mi.

Marzy, by kie­dyś zjeść piz­zę

Dożywianie 310 wygłodzonych dzieci w Mampikony (Madagaskar)

Patrick jest ciut star­szy, ma 13 lat. Tata nie żyje od kil­ku lat. Razem z czwór­ką rodzeń­stwa i mamą każ­de­go dnia wal­czą o jedze­nie. „Nie­raz wra­ca­my do domu i mama nic nie mówi. Wie­my wte­dy, że nie zna­la­zła dziś żad­nej pra­cy i nic nie będzie­my jeść. Wszy­scy idą spać w ciszy, tyl­ko naj­młod­sza sio­stra nie rozu­mie, dla­cze­go nie ma nic do jedze­nia i tro­chę pła­cze”. Jego marze­nie: chciał­by kie­dyś zjeść piz­zę.

Sta­ram się zjeść dużo

„W cen­trum dosta­je­my gorą­cy obiad i moż­na najeść się do syta. Sta­ram się zjeść dużo, by star­czy­ło do jutra. Nie wia­do­mo, czy coś będzie w domu” – sły­szy się od dzie­ci, obję­tych doży­wia­niem w cen­trum Von­jy. To ośro­dek dla naj­uboż­szych dzie­ci w Anta­na­na­ry­wie, sto­li­cy Mada­ga­ska­ru.

Poło­żo­ny w jed­nej z naj­bied­niej­szych dziel­nic ośro­dek prze­zna­czo­ny jest dla dzie­ci, któ­re nie mają moż­li­wo­ści cho­dzić do szko­ły. W połu­dnie otrzy­mu­ją gorą­cy posi­łek (dla wie­lu jedy­ny w cią­gu dnia). Dzie­ci są obję­te rów­nież edu­ka­cją i lecze­niem.

Dru­gie miej­sce doży­wia­nia to przy­chod­nia na ubo­giej pro­win­cji, w Mam­pi­ko­ny. Tu tra­fia­ją naj­mniej­sze dzie­ci, któ­re oprócz jedze­nia potrze­bu­ją zwy­kle i pomo­cy medycz­nej – takie jak Fer­min czy Veri­soa. Oba ośrod­ki pro­wa­dzą ojco­wie ducha­cze z Byd­gosz­czy.