Strona główna » Zakup rentgena dla szpitala w Mampikony (Madagaskar)
Aktualna zbiórka
Josian wspomina męża: Był nauczycielem matematyki. Zmarł na gruźlicę w wieku zaledwie 50 lat. Nie było lekarza, diagnostyki ani pieniędzy, by go leczyć. Od ojca zaraziła się córka – Mercian.
Rodzina uprawia ryż na skrawku pola. Dom, zbudowany z gliny, ma dwie potężne wyrwy w ścianach. Nie ma prądu. Wieczorami świeci tylko jedna żarówka solarna. W środku domu znajduje się cały dobytek kilkuosobowej rodziny: dwa fotele, łóżko, dwie szafki. Na ścianie, obok czterech garnków zawieszonych na gwoździach, wisi kilka szkolnych linijek i ekierek, jeszcze po zmarłym nauczycielu.

Bez rentgena nie zatrzymamy gruźlicy – mówi Landry Mahavanona, dyrektor nowo powstałego Szpitala Polskiego w Mampikony, ufundowanego przez Darczyńców naszej fundacji.
Nasza fundacja wybudowała Szpital Polski w Mampikony, największy na północnym Madagaskarze. Posiada on kilka oddziałów, ponad 100 łóżek, nowoczesne laboratorium i jest dostępny 24/7. Tysiącom ludzi uratuje życie i zdrowie. Mimo że szpital otwarto w czerwcu, wciąż brakuje części wyposażenia medycznego. Najpilniejszą potrzebą jest zakup rentgena, niezbędnego na SOR i przy diagnozowaniu gruźlicy.

Mersian długo zwlekała z leczeniem z powodu braku pieniędzy. Kaszel nasilał się z dnia na dzień – wspomina młoda kobieta – aż zaczęłam pluć krwią. Chodziłam do lasu, zbierałam liście, próbowałam leczyć się sama. Do lekarza nie poszłam przez dwa miesiące, dopóki cała rodzina nie uzbierała na moje leczenie. Kiedy Mersian w końcu trafiła do rentgena 200 km od domu, diagnoza była jasna – gruźlica. Dostała leki. Udało się. Dziś kobieta ma męża i dzieci. Zaraziła się od ojca.
Pacjenci, którzy potrzebują RTG, muszą jechać ponad 200 kilometrów do Mahajangi. To 10 godzin przepełnionym busikiem po fatalnych drogach – tłumaczy dyrektor szpitala – a także koszty biletu, noclegu i pomocy bliskich. Dla większości ludzi tutaj to bariera nie do pokonania.
Brak rentgena w praktyce oznacza sytuacje, w których rolnik po upadku z wozu nie wie nawet, co sobie złamał. Drugi problem to gruźlica, która wciąż się rozprzestrzenia. Tym skuteczniej, że nie wiadomo, kto jest chory. Niewykryta na czas, zabija – choć jest chorobą uleczalną. To bezsensowne śmierci, których można by uniknąć.
Nasza placówka będzie utrzymywać się z niewielkich opłat od pacjentów, których na to stać. Ci najubożsi otrzymają pomoc za darmo. Założenie jest jasne: nikt nie zostanie bez pomocy i lekarstw – podkreśla dyrektor szpitala w Mampikony.

Sprzedała wszystko, by się leczyć
Rafami bezczynnie siedzi na poboczu drogi. Ma 67 lat. Dwa lata temu zachorowała na gruźlicę. To było przed otwarciem nasze-go szpitala. Ból w klatce piersiowej, kaszel, duszności, bóle mięśni. „Z czasem było tylko gorzej – wspomina kobieta. – Nie miałam już siły wstawać z łóżka”. Próbowała się leczyć. Bez skutku. W końcu sprzedała połowę pola, by pojechać do Mahajangi i tam się leczyć. Udało się i otrzymała leczenie.
Rafami już nie pracuje. Kiedyś była rolniczką – uprawiała ryż, maniok, cebulę. Dziś już nie ma własnej ziemi. Drugą połowę ziemi sprzedała, żeby ratować córkę, która miała komplikacje w ciąży. Ich podróż do szpitala trwała dziesięć godzin. Ledwo zdążyli.
Dziś utrzymuje ją córka. To ona daje jej jedzenie. – Gdybym tylko wcześniej dostała leczenie, dziś mogłabym pracować i nie być ciężarem dla córki – mówi Rafami.

Rafami mówi: W Mampikony bardzo dużo ludzi ma gruźlicę. Choroba nie jest wyjątkiem, tylko codziennością. Wielu ludzi nie ma z czego żyć, a co dopiero by opłacić podróż i lekarza. Szpital jest potrzebny wszystkim. Bez wyjątku – podkreśla kobieta. I tłumaczy: – Bo dziś, gdy ktoś złamie rękę przy pracy, trafia do znachorki. Znam historie, że prosty uraz skończył się odjęciem nogi.
Inna mieszkanka regionu, Sandra opowiada o tym, jak ciężko było tu o opiekę medyczną i jak często przez to umierały dzieci. Kobieta zatacza dłonią półokrąg: – We wszystkich tych domach ktoś stracił dziecko. Ale ma nową nadzieję: – Mam nadzieję, że dzięki Szpitalowi Polskiemu tak już nie będzie.

Szpitale nawet bez wody
Inna kobieta przyznaje, że nawet nie wie, gdzie jest najbliższy rentgen. Opowiada, że w lokalnych przychodniach dosłownie nic nie ma – gdy idzie z chorym dzieckiem, dostaje tylko ibuprofen. Takie placówki funkcjonują bez bieżącej wody, a co dopiero, żeby były w nich laboratoria czy sprzęt medyczny. Rentgen w Szpitalu Polskim będzie jedynym w zasięgu dnia drogi i uratuje setki ludzi od śmierci czy kalectwa.

Natasha opowiada, jak uratowała swojego synka, Jenika, urodzonego w 7. miesiącu ciąży. Wtedy nie było jeszcze szpitala. Kobieta ułożyła noworodka między butelkami z ciepłą wodą i owinęła go kocem, by zapewnić odpowiednią temperaturę. Przez trzy tygodnie walczyła o jego życie. Potem jego stan się poprawił.
Ile to kosztuje?
Koszt RTG to 350 000 złotych. Będzie to wysokiej klasy aparat, który zrobi tysiące zdjęć!


Przelew na telefon – wybierając przelew BLIK w swoim banku, wpisz numer telefonu:
Polska Fundacja dla Afryki ul. Krowoderska 24/3 31–142 Kraków
KRS: 000415325

100%
skuteczności
naszych
projektów
Rachunek bankowy w złotych (PLN):
BANK PEKAO SA 52 1240 4533 1111 0010 4502 9775
Rachunek bankowy w euro (EUR):
BANK PEKAO SA 65 1240 4533 1978 0010 6501 4557
IBAN: PL 52 1240 4533 1111 0010 4502 9775
SWIFT (BIC): PKOPPLPW

