Misja medyczna Polskiej Fundacji dla Afryki (Madagaskar)

MISJA MEDYCZNA

LICZBA PROJEKTU: 3000 PACJENTÓW

MIEJSCE: MADAGAKSAR

ROK: 2019

Czte­rech leka­rzy, ponad 3 tysią­ce zba­da­nych pacjen­tów, set­ki wyda­nych leków i tysiąc dobra­nych oku­la­rów – tak wyglą­da­ła misja medycz­na Pol­skiej Fun­da­cji dla Afry­ki na Mada­ga­ska­rze w paź­dzier­ni­ku 2019 r.

Leczy­łam dzie­ci, któ­re nigdy w życiu nie widzia­ły leka­rza; któ­re nie wie­dzia­ły, na czym pole­ga bada­nie – mówi dr Lidia Sto­py­ra, sze­fo­wa misji medycz­nej na Mada­ga­ska­rze. – Tutej­sza pro­win­cja to region zapo­mnia­ny, gdzie nie docie­ra pomoc lekar­ska.

Leka­rze pra­co­wa­li w kli­ni­ce w Mam­pi­ko­ny, pro­wa­dzo­nej przez misję kato­lic­ką a ufun­do­wa­nej przez Fun­da­cję. Obra­no sobie za cel dotrzeć do jak naj­więk­szej licz­by osób. Dla­te­go dr Lidia Sto­py­ra wyjeż­dża­ła codzien­nie z Mam­pi­ko­ny do małych wio­sek, cza­sa­mi odda­lo­nych o kil­ka­dzie­siąt kilo­me­trów – do naj­bied­niej­szych ludzi, któ­rych nie stać nawet na tę podróż.

To była jed­na z naj­trud­niej­szych misji, na jakiej byłam – mówi dr Sto­py­ra. — Było mnó­stwo cho­rych. Na wsiach, gdzie pra­co­wa­łam, nie było prą­du czy wody. Tem­pe­ra­tu­ra się­ga­ła 41 stop­ni Cel­sju­sza. Dla dr Sikor­skiej zor­ga­ni­zo­wa­li­śmy pokój do badań wzro­ku na pod­da­szu przy­chod­ni. Okna zosta­ły zasło­nię­te kar­to­na­mi, a w środ­ku i tak było ponad 40 stop­ni. Nie mie­li­śmy spe­cja­li­stycz­ne­go sprzę­tu, dia­gno­sty­ki obra­zo­wej (poza prze­no­śnym USG przy­wie­zio­nym z Pol­ski). W regio­nie nie ma EKG czy Rent­gen – naj­bliż­sze są 300 km dalej, a to 7 godzin jaz­dy. W Pol­sce np. dia­gno­zo­wa­nie gruź­li­cy bez Rent­ge­na wyda­je się abs­trak­cyj­ne…

Dzie­ci z mala­rią, któ­re tra­fi­ły­by w Pol­sce do szpi­ta­la, tam były „hospi­ta­li­zo­wa­ne” pod drze­wa­mi w cie­niu szko­ły – kon­ty­nu­uje dr Sto­py­ra. — Duża część pro­ble­mów zdro­wot­nych zwią­za­nych była z nie­do­ży­wie­niem. Poma­ga­ją­cy nam miej­sco­wi stu­den­ci popro­si­li, żeby­śmy przy­szli potwier­dzić dia­gno­zę, że pacjent ma guza brzu­cha. Oka­za­ło się, że pacjent był na tyle chu­dy, że to co oni wzię­li za guz – było wyczu­wal­nym krę­go­słu­pem. W cza­sie bada­nia USG stwier­dzi­łam u jed­ne­go pacjen­ta, że od skó­ry do krę­go­słu­pa jest 2,5 cm, czy­li coś u nas nie­wy­obra­żal­ne­go...

Trąd i nie­do­ży­wie­nie

Dr Sto­py­ra wraz z misjo­na­rzem o. Dariu­szem Maru­tem pra­co­wa­li też w miej­sco­wo­ści, gdzie miesz­ka­li trę­do­wa­ci. Naj­młod­sze cho­re dziec­ko, jakie spo­tka­li, mia­ło 12 lat. Zdia­gno­zo­wa­no kil­ka­na­ście przy­pad­ków trą­du, co było jed­nym z naj­waż­niej­szych pro­ble­mów misji. Oso­by nie­zdia­gno­zo­wa­ne, żyją­ce w spo­łecz­no­ści, przy­czy­nia­ją się do roz­po­wszech­nia­nia cho­ro­by. A trąd jest wyle­czal­ny – tera­pia kosz­tu­je 100–300 zł.

Dr Iza­be­la Szy­moń­ska, pedia­tra, przez kil­ka dni wal­czy­ła o życie skraj­nie odwod­nio­nych tro­jacz­ków. Rodzi­ce przy­nie­śli do przy­chod­ni dzie­ci, któ­re w trze­cim mie­sią­cu życia waży­ły zale­d­wie po dwa i pół kilo­gra­ma. Mamie bra­ko­wa­ło natu­ral­ne­go pokar­mu, dla­te­go dzie­ci jadły trzy razy dzien­nie. Nie­ste­ty, na Mada­ga­ska­rze zda­rza się tak­że, że dzie­ci są dokar­mia­ne wodą z cukrem, albo wodą po goto­wa­niu ryżu. To spra­wia, że nie­mow­lę­tom bra­ku­je biał­ka. Mle­ko mody­fi­ko­wa­ne jest bar­dzo dro­gie i nie­wie­le osób może sobie na nie pozwo­lić. — Stan naj­mniej­szych pacjen­tów jest tam zupeł­nie inny niż w Pol­sce – mówi dr Szy­moń­ska — Pro­ble­my niby te same, ale bar­dzo zanie­dba­ne. Dzie­ci przy­cho­dzi­ły skraj­nie odwod­nio­ne, źle leczo­ne, po źle pro­wa­dzo­nej anty­bio­ty­ko­te­ra­pii.

1000 oku­la­rów

Dr Jakub Loster, zakaź­nik, miał bar­dzo dużo pra­cy. Zdia­gno­zo­wał wie­le przy­pad­ków gruź­li­cy, wydał też licz­ne skie­ro­wa­nia na dal­sze bada­nia w kie­run­ku HIV i dżu­my. Ogrom­nym pro­ble­mem w rejo­nie Mam­pi­ko­ny oka­za­ła się bil­har­cjo­za. To cho­ro­ba paso­żyt­ni­cza, któ­rą moż­na się zara­zić przez bro­dze­nie w sto­ją­cej wodzie. A w bied­nych regio­nach Mada­ga­ska­ru nad brze­giem wol­no pły­ną­cych rzek toczy się całe życie — dzie­ci się kąpią, kobie­ty robią pra­nie, a hodow­cy myją bydło. W porze desz­czo­wej wszy­scy mają kon­takt ze sto­ją­cą wodą, bo nie ma innej dro­gi, by się gdzie­kol­wiek dostać. Cho­ro­ba obja­wia się krwio­mo­czem. — Jest tak powszech­na, że zgło­sił się do nas pacjent z pro­ble­mem, że ma … żół­ty mocz – mówi dr Lidia Sto­py­ra. – Stan cho­ro­bo­wy był dla nie­go nor­mal­ny. To poka­zu­je ska­lę pro­ble­mu.

Nie­zwy­kle potrzeb­na była pra­cą dr Zofii Sikor­skiej. Oku­la­ry na Mada­ga­ska­rze nie są tak łatwo dostęp­ne, jak w Euro­pie. Bra­ku­je też spe­cja­li­stów, któ­rzy dobra­li­by odpo­wied­nie szkła. Oku­list­ka przed wyjaz­dem zor­ga­ni­zo­wa­ła zbiór­kę i przy­wio­zła że sobą do Mam­pi­ko­ny oko­ło 1000 sztuk oku­la­rów.

W pra­cy poma­ga­li leka­rzom miej­sco­wi stu­den­ci siód­me­go roku medy­cy­ny, któ­rzy zbie­ra­li wywiad od pacjen­tów oraz stu­den­ci angli­sty­ki, pra­cu­ją­cy jako tłu­ma­cze. Dzię­ki spraw­ne­mu dzia­ła­niu wszyst­kich zespo­łów uda­ło się zba­dać tak wie­lu cho­rych. Stu­den­ci w cza­sie dwóch tygo­dni misji mie­li oka­zję zdo­być doświad­cze­nie i wie­dzę, któ­re będą pro­cen­to­wać w przy­szło­ści.

Co dalej?

Dużo zro­bi­li­śmy – mówi sze­fo­wa misji, dr Lidia Sto­py­ra. – Ale też chce­my uru­cho­mić takie dzia­ła­nia, że nawet jak nas tam nie ma, to żeby była pomoc. Będzie­my pisać raport do tam­tej­sze­go mini­ster­stwa zdro­wia z listą zdia­gno­zo­wa­nych pacjen­tów. Ist­nie­ją tam pro­gra­my WHO, leczą­ce trąd, gruź­li­cę czy HIV, ale pacjent musi być zdia­gno­zo­wa­ny. A to rejon zapo­mi­na­ny przez świat. Stąd nasze dia­gno­zy pozwo­lą wcią­gnąć pacjen­tów do tych pro­gra­mów.

Mada­ga­skar cały czas bory­ka się z bra­kiem leka­rzy i per­so­ne­lu medycz­ne­go. Więk­szość spe­cja­li­stów pra­cu­je w dużych mia­stach, zwłasz­cza w sto­li­cy. Ludzie miesz­ka­ją­cy na wsiach czę­sto muszą iść pie­szo kil­ka­dzie­siąt kilo­me­trów do naj­bliż­szej przy­chod­ni. A w porze desz­czo­wej, gdy dro­gi są zala­ne, są zupeł­nie pozba­wie­ni opie­ki medycz­nej.

W regio­nie Mam­pi­ko­ny ogrom­nym pro­ble­mem jest brak sprzę­tu dia­gno­stycz­ne­go. Pil­nie potrzeb­ny jest rent­gen. W Pol­sce taki apa­rat znaj­du­je się nie­mal na każ­dym oddzia­le szpi­tal­nym. Tym­cza­sem pacjen­ci z Mam­pi­ko­ny na prze­świe­tle­nie muszą jechać oko­ło 300 kilo­me­trów do Majan­ghi.

Tego­rocz­na misja jest dru­gą orga­ni­zo­wa­ną przez Pol­ską Fun­da­cję dla Afry­ki na Mada­ga­ska­rze. Koszt misji jest sza­co­wa­ny na 50–60 tysię­cy zło­tych. Peł­ne dane będą dostęp­ne po wyle­cze­niu pacjen­tów, któ­rzy jesz­cze tygo­dnie po misji pod­le­ga­ją far­ma­ko­te­ra­pii, za któ­rą Fun­da­cja zobo­wią­za­ła się zapła­cić. Fun­da­cja zapo­wia­da kolej­ną misję medycz­ną w przy­szłym roku.

Mała Sam-Bene żyje!

Misja medyczna Polskiej Fundacji dla Afryki (Madagaskar)

Sam-Bene do przy­chod­ni odda­lo­nej o 20 kilo­me­trów od Mam­pi­ko­ny przy­nio­sły mama i bab­cia. Sied­mio­lat­ka mia­ła zabu­rze­nia świa­do­mo­ści i wyso­ka gorącz­kę. Test na mala­rię dał wynik pozy­tyw­ny — obja­wy mózgo­we, czy­li naj­cięż­sza postać mala­rii. Dziew­czyn­ka była skraj­nie odwod­nio­na. Lekar­ka natych­miast pod­ję­ła decy­zję o poda­niu jej pły­nów i chi­ni­ny. Tym­cza­sem wie­czo­rem w małej przy­chod­ni nie było prą­du. Pod­ję­to trud­ną decy­zję, że dziec­ko wyma­ga jak naj­szyb­sze­go trans­por­tu do Mam­pi­ko­ny. Ze wzglę­du na fatal­ny stan dróg nie był to łatwe. Póź­nym wie­czo­rem uda­ło się dotrzeć do kli­ni­ki pro­wa­dzo­nej przez misję kato­lic­ką. Po wie­lu godzi­nach stan dziec­ka zaczął się popra­wiać.

Misja medyczna Polskiej Fundacji dla Afryki (Madagaskar)

Kil­ka dni póź­niej mała Sam-Bene już o wła­snych siłach odwie­dzi­ła leka­rzy.

Misja medyczna Polskiej Fundacji dla Afryki (Madagaskar)

Przy­szli też rodzi­ce dziew­czyn­ki, by podzię­ko­wać i przy­nie­śli w ofie­rze 20 000 aria­ri, czy­li oko­ło 20 zło­tych. Na nic były tłu­ma­cze­nia leka­rzy i misjo­na­rzy, że nie przyj­mu­ją pie­nię­dzy. Rodzi­ce się jed­nak upar­li i nie było wyj­ścia. Pie­nią­dze zosta­ły prze­ka­za­ne na lecze­nie kolej­nych osób.

Nazy­wa­na jest La Blan­che, czy­li „Bia­ła”

Misja medyczna Polskiej Fundacji dla Afryki (Madagaskar)

Nie pamię­ta już, ile ma lat. Wie, że uro­dzi­ła się „już daw­no temu, bo nie jest już mło­da”. Na trąd też zacho­ro­wa­ła już daw­no, tra­cąc kolej­ne pal­ce od rąk i nóg. Kie­dyś La Blan­che pra­co­wa­ła przy upra­wie ryżu. Lubi­ła tę pra­cę: „Mogłam z rado­ścią patrzeć na owo­ce pra­cy moich rąk, a dziś nawet nie mogę pomie­szać nawet ryżu w garn­ku czy ucze­sać wło­sów”. Kobie­ta nie jest w sta­nie pra­co­wać i czę­sto leży. Sąsie­dzi dają jej tro­chę żyw­no­ści.

Wszyst­kie ręce zaję­te

Misja medyczna Polskiej Fundacji dla Afryki (Madagaskar)

Misja medyczna Polskiej Fundacji dla Afryki (Madagaskar)

Dr Iza­be­la Szy­moń­ska, dr Lidia Sto­py­ra, dr Zofia Sikor­ska, dr Jakub Loster.