Nasze działania to pomoc konkretnym ludziom, która zmienia ich życie

Historie ludzi
Fot.: Piotr Żurek
Historie ludzi
Historie ludzi
Fot.: Piotr Żurek
Marie Chaun­cey (Kame­run) ma 17 lat. W domu było sied­mio­ro dzie­ci. Ich mama jest upo­śle­dzo­na, tata uciekł i zamiesz­kał w lesie, ukry­wa­jąc się przed poli­cją. – Nie mie­li­śmy co jeść. Posta­no­wi­łam zna­leźć kogoś, żeby mnie wyży­wił. Żeby moż­na było mydło kupić czy coś do jedze­nia – wspo­mi­na Marie Chaun­cey. Dziew­czy­na spo­tka­ła męż­czy­znę. Dopie­ro potem dowie­dzia­ła się, że ma żonę. Wyko­rzy­stał ją, a gdy powie­dzia­ła, że jest w cią­ży, to uciekł. Zna­jo­me kobie­ty, któ­re same nie mia­ły prak­tycz­nie nic, skła­da­ły się, żeby dziew­czy­na z dziec­kiem mie­li co jeść. Marie Chaun­cey zna­la­zła pra­cę przy wspie­ra­nym przez nas ośrod­ku w Ayos. Codzien­nie przez 6 godzin dzien­nie sprze­da­je wodę pit­ną. Gdy nie ma aku­rat klien­tów, haftu­je na dodat­ko­wy zaro­bek.

Marie Chaun­cey

Marie Chauncey
Fot.: archi­wum pro­jek­tu
Jean Noel z Mba­iko­ro w Repu­bli­ce Cza­du jest spe­cja­li­stą muro­wań­cem i budow­lań­cem. Ma dwój­kę dzie­ci i jest pomoc­ni­kiem przy misji sióstr fran­cisz­ka­nek. Zna­ny jest ze swo­jej odpo­wie­dzial­no­ści i solid­no­ści. Po tym, jak zaku­pi­li­śmy mu spa­war­kę, będzie mógł samo­dziel­nie utrzy­mać rodzi­nę. Jean zamie­rza otwo­rzyć warsz­tat przy głów­nej uli­cy wsi, przy­go­to­wać szyld i przyj­mo­wać zle­ce­nia. Przez pierw­sze dwa lata ma wyko­ny­wać usłu­gi spa­wal­ni­cze dla misji bez­płat­nie oraz bez­płat­nie wyszko­lić przy­naj­mniej dwóch uczniów. Gdy przy­je­cha­ła spa­war­ka, cała rodzi­na była bar­dzo szczę­śli­wa: „Wstą­pi­ła w nich nowa nadzie­ja na lep­sze jutro” — usły­sze­li­śmy.

Jean Noel

Jean Noel
Fot.: Robert Noga

Mama Hele­ne (Ngu­ele­men­do­uka, Kame­run) od wie­lu lat przy­gar­nia sie­ro­ty. Wraz z mężem dłu­gie lata pro­wa­dzi­li sie­ro­ci­niec dla ośmior­ga dzie­ci. Nie mogli mieć wła­snych dzie­ci, przez co spo­ty­ka­li się z ostra­cy­zmem. Ludzie uwa­ża­li kobie­tę za nie­peł­no­war­to­ścio­wą. Nie­ste­ty, mąż Hele­ne już nie żyje, a ona sama się już sta­rze­je (65 lat). Na szczę­ście, otrzy­mu­je pomoc z Pol­ski. Nasza Fun­da­cja sfi­nan­so­wa­ła dla Helen zakup nowej sztucz­nej szczę­ki.

Mama Hele­ne

Mama Helene
Fot.: archi­wum pro­jek­tu
Ali­ce (Guerin Kouka, Togo). Ma 19 lat, ale do szko­ły nigdy nie cho­dzi­ła. Jest siód­mym dziec­kiem. Kie­dy uro­dzi­ła się jej naj­młod­sza sio­stra, ojciec wziął sobie kolej­ną, młod­szą, żonę. Mat­ka Ali­ce mogła zostać w domu byłe­go męża, ale nie chcia­ła, oba­wia­jąc się, że będzie źle trak­to­wa­na przez mło­dą następ­czy­nię. Wró­ci­ła do rodzin­ne­go domu, zosta­wia­jąc mężo­wi wszyst­kie dzie­ci. Ali­ce zosta­ła odda­na do bab­ki, u któ­rej nosi­ła wodę i zbie­ra­ła drew­no. Do szko­ły nie zosta­ła posła­na. Jak więk­szość miesz­kań­ców wio­ski, miesz­ka­ła w domu z gli­ny, kry­tym bla­chą. Teraz Ali­ce uczy się w sfi­nan­so­wa­nej przez nas szko­le kra­wiec­kiej, by choć tro­chę „być panią swe­go losu”. Wie, że jej dzie­ci na pew­no pój­dą do szko­ły. O przy­szłym kan­dy­da­cie na męża mówi, że na leni­we­go nawet nie spoj­rzy.

Ali­ce

Alice
Fot.: archi­wum pro­jek­tu
Jean (Mam­pi­ko­ny, Mada­ga­skar), nazy­wa­ny jest przez wszyst­kich Lesoa. Miesz­ka w maleń­kim sza­ła­sie z bam­bu­sa w bar­dzo skrom­nych warun­kach. Rodzi­ce Jean de Dieu i Jalin­ne wycho­wu­ją ośmio­ro dzie­ci. Jean jest dru­gi z kolei. Mama sprze­da­jąc ryby na baza­rze, zara­bia bar­dzo nie­wie­le. Tata pra­cu­je fizycz­nie, ale to i tak nie star­cza na pod­sta­wo­we wyży­wie­nie. Zazwy­czaj jedzą tyl­ko ryż, a gdy go bra­ku­je, goto­wa­ny maniok. Chło­piec opie­ku­je się młod­szym rodzeń­stwem, rąbie drew­no oraz nosi wodę z odle­głej stud­ni. Sytu­acja w domu jest bar­dzo trud­na. Wszy­scy śpią na zie­mi w jed­nym małym pomiesz­cze­niu. Na powierzch­ni oko­ło 2x4 m bra­ku­je nawet miej­sca na pod­ło­dze, by wszy­scy mogli się poło­żyć. Bez pomo­cy z zewnątrz nie było moż­li­wo­ści na naukę. Teraz Jean uczy się we wspie­ra­nym przez nas gim­na­zjum. Jego marze­niem jest zostać rol­ni­kiem, ale — jak doda­je — wykształ­co­nym rol­ni­kiem. W prze­rwach od nauki zaj­mu­je się kura­mi. Za zaosz­czę­dzo­ne pie­nią­dze kupu­je garść kuku­ry­dzy, żeby „kury też były szczę­śli­we”.

Jean Ran­dria­na­ri­soa

Jean Randrianarisoa
Fot.: Dariusz Marut
 

Marie Jean­ne (Kame­run) ma czte­ry lata. Jej rodzi­ce zmar­li na AIDS. Dziew­czyn­ka była pod opie­ką przy­chod­ni zdro­wia przy misji i regu­lar­nie dosta­wa­ła mle­ko w prosz­ku. Dzię­ki temu jest zdro­wa – wirus bowiem prze­no­si się wraz z mle­kiem mat­ki. Mle­ko to jest nie­do­stęp­ne ceno­wo dla więk­szo­ści kobiet z Kame­ru­nu. Nasza Fun­da­cja zaku­pi­ła zapas takie­go mle­ka oraz regu­lar­nie wspie­ra ośro­dek zdro­wia w Essen­gu, któ­ry szcze­gól­ną tro­ską obej­mu­je cho­rych na AIDS, a zwłasz­cza kobie­ty cię­żar­ne i dzie­ci. Rocz­nie w tym ośrod­ku zdro­wia przy­cho­dzi na świat oko­ło 120–130 dzie­ci, z któ­rych jed­na szó­sta to dzie­ci matek sero­po­zy­tyw­nych. Małą Marie Jean­ne zaję­ła się jej cio­cia — sio­stra jej mamy. Dziew­czyn­ka nie­dłu­go pój­dzie do szko­ły.

Marie Jean­ne

Marie
Fot.: archi­wum pro­jek­tu
Chło­piec został tak nazwa­ny na cześć leka­rza, dra Jerze­go Frie­di­ge­ra, sze­fa misji medycz­nej naszej Fun­da­cji na Mada­ga­ska­rze w 2018 r. Jurek jako wcze­śniak tra­fił do szpi­ta­la w Anta­na­na­ry­wie, sto­li­cy Mada­ga­ska­ru z sep­są. Ważył 1600 g. Przez odwod­nie­nie nie był w sta­nie otwo­rzyć oczu. Po 10 dniach w inku­ba­to­rze chło­piec ważył już 2250 g i otwie­rał oczy. Ura­to­wa­ły go nie­do­stęp­ne na wyspie anty­bio­ty­ki, przy­wie­zio­ne z Pol­ski, i nie­za­wod­na opie­ka dr Lidii Sto­py­ry. To naj­więk­szy suk­ces całej misji – cie­szy­li się leka­rze. W cią­gu dwóch tygo­dni sied­miu leka­rzy z Pol­ski prze­pro­wa­dzi­ło w sto­li­cy Mada­ga­ska­ru ponad 60 zabie­gów chi­rur­gicz­nych i ponad 470 kon­sul­ta­cji pedia­trycz­nych z lecze­niem.

Jurek

Jurek
Fot.: archi­wum pro­jek­tu