Nasze działania to pomoc konkretnym ludziom, która zmienia ich życie

header
Historie ludzi
Fot.: Piotr Żurek
Historie ludzi
Historie ludzi
Fot.: Piotr Żurek

 

Elo­die two­rzy for­my kra­wiec­kie. Jej mama wycho­wu­je sied­mio­ro dzie­ci, w wiel­kiej bie­dzie, więc dziew­czy­na musia­ła wybrać szko­łę, któ­ra da jej kon­kret­ny zawód. Rodzi­na miesz­ka na budo­wie, bez wody i prądu.

Jest jed­ną z 120 mło­dych osób, uczą­cych się w wspie­ra­nym przez nas cen­trum edu­ka­cyj­nym w Yaoun­de w Kame­ru­nie. Mło­dzież uczy się m.in. kra­wiec­twa i infor­ma­ty­ki. Dzie­ci mogą się tu uczyć i bawić (puz­zle, kolo­ro­wan­ki, fil­my). Fun­da­cja sfi­nan­so­wa­ła: poło­że­nie pły­tek, zakup 10 maszyn do szy­cia, zakup 15 kom­pu­te­rów, ener­gię solarną.

Elo­die

Elodie
Elo­die

 

Lucian­ne była jed­ną z pierw­szych, któ­ra wzię­ła udział w pro­duk­cji mydła w Mon­go­um­ba. Teraz poma­ga innym kobie­tom, gdy któ­raś potrze­bu­je pie­nię­dzy na szko­łę czy jedze­nie dla dzie­ci. Prze­szko­li­ła już kil­ka kobiet. Pra­wie wszyst­kie panie, któ­re zaczę­ły pro­du­ko­wać i sprze­da­wać mydło, z pierw­sze­go zarob­ku poszły z dzieć­mi do leka­rza. Kon­sul­ta­cja w lokal­nym ośrod­ku jest bar­dzo tania: 200 fran­ków (odpo­wied­nik trzech sprze­da­nych mydeł), ale i tak matek nie było na to stać.

Kobie­ty z pro­jek­tu to Pig­mej­ki. To naj­uboż­sza lud­ność kra­ju. Miesz­ka­ją w obo­zo­wi­skach w lasach. Żyją w głów­nej mie­rze z tego, co daje natu­ra. Bar­dzo czę­sto są źle trak­to­wa­ni. Za ewen­tu­al­ną pra­cę w polu są opła­ca­ni szcząt­ko­wo lub w ogó­le, pra­cu­jąc jedy­nie za wyży­wie­nie. Spo­łecz­ność Pig­me­jów nie ma prak­tycz­nie żad­nych pieniędzy. 

Lucian­ne

Lucianne
Lucian­ne

 

Manu­el­le ma 12 lat i pię­cio­ro rodzeń­stwa. „Mój star­szy brat, któ­ry jest już w szko­le śred­niej, nigdy nie uży­wał kom­pu­te­ra – opo­wia­da dziew­czyn­ka. – Uczą się tyl­ko teo­rii. Jestem jedy­ną oso­bą w domu, któ­ra na kom­pu­te­rze potra­fi napi­sać coś oprócz nazwi­ska. Jestem dum­na z mojej prak­tycz­nej nauki w szkole!”.

Kom­pu­te­ry dla uczniów szko­ły w Abong Mbang (Kame­run) już słu­żą! Poziom naucza­nia jest tu bar­dzo wyso­ki. Koń­czą­cą kla­sę (szó­stą) zda­ło w ostat­nim roku szkol­nym 100% uczniów! Nic dziw­ne­go, że pla­ców­ka cie­szy się popu­lar­no­ścią i wśród rodzi­ców, i uczniów. Obec­nie jest ich ponad 300. Na tę licz­bę dzie­ci szko­ła posia­da­ła tyl­ko kil­ka uży­wa­nych kom­pu­te­rów. Rodzi­ce zade­kla­ro­wa­li zakup kolej­nych trzech. Stąd nasz pro­jekt zaku­pu 10 kom­pu­te­rów dla uczniów.

Manu­el­le

Manuelle
Manu­el­le

 

Fifa z Bere­vo uro­dzi­ła się w rodzi­nie, w któ­rej trzy kobie­ty z gro­mad­ką ośmior­ga dzie­ci muszą same wyży­wić wszyst­kich. Nie mają nic – nawet kawał­ka pola. Ich dom to cha­ta pokry­ta kawał­kiem bla­chy, w któ­rej w lecie upał docho­dzi do 40–50 stop­ni. Kobie­ty pie­ką plac­ki muka­rui i sprze­da­ją je na zarobek.

Fifa była kie­dyś tak głod­na, że zja­dła wszyst­kie leki, jakie rodzi­na dosta­ła w przy­chod­ni. Bar­dzo spu­chła i zaczę­ła cho­ro­wać. Po oko­ło pół roku odży­wia­nia zaczę­ła przy­bie­rać na wadze i od razu popra­wi­ły jej się wyni­ki w szko­le. Rodzi­na tak­że zosta­ła obję­ta pomocą.

Fifa

Fifa
Fifa

 

Mirel­le ma 15 lat. Uczy się kra­wiec­twa. Miesz­ka z rodzi­ną w bara­ku, w osiem osób. Tato zmarł. Mama jest bez sta­łej pra­cy. Mirel­le świet­nie sobie radzi. Spo­ro już szy­je – umie zro­bić już tra­dy­cyj­ne suk­nie kaba. Mirel­le cier­pi na wro­dzo­ną cho­ro­bę reu­ma­tycz­ną. Bywa­ją dni, kie­dy nie jest w sta­nie cho­dzić. Zdo­by­cie zawo­du, któ­ry pozwo­li jej pra­co­wać na sie­dzą­co, jest dla niej życio­wą szansą.

W Yaoun­de (Kame­run) gru­pa 120 uczen­nic i uczniów ze skraj­nie bied­nych rodzin może się uczyć w tutej­szym cen­trum edu­ka­cyj­nym. Uczą się tu m.in. na kraw­co­we czy tech­ni­ków kom­pu­te­ro­wych. W latach 2021–22 sfi­nan­so­wa­li­śmy dla cen­trum m.in.: poło­że­nie pły­tek, zakup 74 par drzwi, maszyn do szy­cia i komputerów.

Mirel­le

Mirelle
Mirel­le

 

The­re­sa nie mogła ukoń­czyć edu­ka­cji, bo jej rodzi­na była zbyt ubo­ga. Pra­ca na far­mie w Kia­ba­ka­ri (Tan­za­nia) to szan­sa dziew­czy­ny na god­ne życie. – Bar­dzo lubię pra­cę przy kurach – mówi The­re­sa. – Wyzwa­niem jest utrzy­ma­nie tylu kur­cząt w cie­ple – śmie­je się dziewczyna.

W zachod­niej Tan­za­nii zbu­do­wa­li­śmy i wypo­sa­ży­li­śmy far­mę w Kia­ba­ka­ri. Far­ma już dzia­ła, a jedze­nie, któ­re wytwa­rza, słu­ży dzie­ciom w szko­le. To roz­wo­jo­wy pro­jekt inwe­sty­cyj­ny, dają­cy pra­cę oraz będą­cy jed­nym ze źró­deł utrzy­ma­nia miej­sco­we­go przed­szko­la i szko­ły dla 300 dzieci!

The­re­sa

Theresa
The­re­sa
Marie Chaun­cey (Kame­run) ma 17 lat. W domu było sied­mio­ro dzie­ci. Ich mama jest upo­śle­dzo­na, tata uciekł i zamiesz­kał w lesie, ukry­wa­jąc się przed poli­cją. – Nie mie­li­śmy co jeść. Posta­no­wi­łam zna­leźć kogoś, żeby mnie wyży­wił. Żeby moż­na było mydło kupić czy coś do jedze­nia – wspo­mi­na Marie Chaun­cey. Dziew­czy­na spo­tka­ła męż­czy­znę. Dopie­ro potem dowie­dzia­ła się, że ma żonę. Wyko­rzy­stał ją, a gdy powie­dzia­ła, że jest w cią­ży, to uciekł. Zna­jo­me kobie­ty, któ­re same nie mia­ły prak­tycz­nie nic, skła­da­ły się, żeby dziew­czy­na z dziec­kiem mie­li co jeść. Marie Chaun­cey zna­la­zła pra­cę przy wspie­ra­nym przez nas ośrod­ku w Ayos. Codzien­nie przez 6 godzin dzien­nie sprze­da­je wodę pit­ną. Gdy nie ma aku­rat klien­tów, haftu­je na dodat­ko­wy zarobek. 

Marie Chaun­cey

Marie Chauncey
Fot.: archi­wum projektu
Poznaj­cie Thérèse Many­in­gu z RD Kon­ga. Ma 24 lata. Stra­ci­ła w dzie­ciń­stwie oboj­ga rodzi­ców. Mama zmar­ła w cza­sie poro­du. Do sie­ro­ciń­ca w Katu­ba-Lum­ba­shi tra­fi­ła wraz z sio­strą w 1998 r. Przy­pro­wa­dzi­ła je bab­cia, któ­ra nie mogła się nimi zająć ze wzglę­du na oskar­że­nia o cza­ry. Thérèse skoń­czy­ła pod­sta­wów­kę, potem szko­łę śred­nią. Ukoń­czy­ła stud­nia peda­go­gicz­ne, wyszła za mąż. Świet­na dziew­czy­na! Trzy­ma­my za nią kciu­ki! W sie­ro­ciń­cu miesz­ka 35 dzie­ci. Po 22 latach cen­trum może pochwa­lić się osią­gnię­cia­mi swo­ich pierw­szych wycho­wan­ków. Z pierw­szej gru­py dzie­ci przy­ję­tych do sie­ro­ciń­ca: 2 chłop­ców ukoń­czy­ło stu­dia peda­go­gicz­ne, 3 – medycz­ne, jed­na z dziew­cząt tak­że ukoń­czy­ła medy­cy­nę, 6 – szko­łę pie­lę­gniar­ską, 2 chłop­ców poszło do semi­na­rium, 2 dziew­czy­ny ukoń­czy­ły kur­sy kro­ju i szy­cia, 6 dzie­ci skoń­czy­ło szko­łę śred­nią. Sfi­nan­so­wa­li­śmy roz­bu­do­wę sie­ro­ciń­ca o jed­no­pię­tro­wy budy­nek. Sfi­nan­so­wa­ne zosta­nie m.in.: 20 okien, 15 drzwi, 30 blach na dach, malo­wa­nie, toa­le­ty, umy­wal­nie, rury. 

Thérèse

Thérèse Manyingu
Thérèse Many­in­gu
Jean Noel z Mba­iko­ro w Repu­bli­ce Cza­du jest spe­cja­li­stą muro­wań­cem i budow­lań­cem. Ma dwój­kę dzie­ci i jest pomoc­ni­kiem przy misji sióstr fran­cisz­ka­nek. Zna­ny jest ze swo­jej odpo­wie­dzial­no­ści i solid­no­ści. Po tym, jak zaku­pi­li­śmy mu spa­war­kę, będzie mógł samo­dziel­nie utrzy­mać rodzi­nę. Jean zamie­rza otwo­rzyć warsz­tat przy głów­nej uli­cy wsi, przy­go­to­wać szyld i przyj­mo­wać zle­ce­nia. Przez pierw­sze dwa lata ma wyko­ny­wać usłu­gi spa­wal­ni­cze dla misji bez­płat­nie oraz bez­płat­nie wyszko­lić przy­naj­mniej dwóch uczniów. Gdy przy­je­cha­ła spa­war­ka, cała rodzi­na była bar­dzo szczę­śli­wa: „Wstą­pi­ła w nich nowa nadzie­ja na lep­sze jutro” — usłyszeliśmy. 

Jean Noel

Jean Noel
Fot.: Robert Noga

 

Mama Hele­ne (Ngu­ele­men­do­uka, Kame­run) od wie­lu lat przy­gar­nia sie­ro­ty. Wraz z mężem dłu­gie lata pro­wa­dzi­li sie­ro­ci­niec dla ośmior­ga dzie­ci. Nie mogli mieć wła­snych dzie­ci, przez co spo­ty­ka­li się z ostra­cy­zmem. Ludzie uwa­ża­li kobie­tę za nie­peł­no­war­to­ścio­wą. Nie­ste­ty, mąż Hele­ne już nie żyje, a ona sama się już sta­rze­je (65 lat). Na szczę­ście, otrzy­mu­je pomoc z Pol­ski. Nasza Fun­da­cja sfi­nan­so­wa­ła dla Helen zakup nowej sztucz­nej szczę­ki.

Mama Hele­ne

Mama Helene
Fot.: archi­wum projektu
Ali­ce (Guerin Kouka, Togo). Ma 19 lat, ale do szko­ły nigdy nie cho­dzi­ła. Jest siód­mym dziec­kiem. Kie­dy uro­dzi­ła się jej naj­młod­sza sio­stra, ojciec wziął sobie kolej­ną, młod­szą, żonę. Mat­ka Ali­ce mogła zostać w domu byłe­go męża, ale nie chcia­ła, oba­wia­jąc się, że będzie źle trak­to­wa­na przez mło­dą następ­czy­nię. Wró­ci­ła do rodzin­ne­go domu, zosta­wia­jąc mężo­wi wszyst­kie dzie­ci. Ali­ce zosta­ła odda­na do bab­ki, u któ­rej nosi­ła wodę i zbie­ra­ła drew­no. Do szko­ły nie zosta­ła posła­na. Jak więk­szość miesz­kań­ców wio­ski, miesz­ka­ła w domu z gli­ny, kry­tym bla­chą. Teraz Ali­ce uczy się w sfi­nan­so­wa­nej przez nas szko­le kra­wiec­kiej, by choć tro­chę „być panią swe­go losu”. Wie, że jej dzie­ci na pew­no pój­dą do szko­ły. O przy­szłym kan­dy­da­cie na męża mówi, że na leni­we­go nawet nie spojrzy. 

Ali­ce

Alice
Fot.: archi­wum projektu

 

Jean (Mam­pi­ko­ny, Mada­ga­skar), nazy­wa­ny jest przez wszyst­kich Lesoa. Miesz­ka w maleń­kim sza­ła­sie z bam­bu­sa w bar­dzo skrom­nych warun­kach. Rodzi­ce Jean de Dieu i Jalin­ne wycho­wu­ją ośmio­ro dzie­ci. Jean jest dru­gi z kolei. Mama sprze­da­jąc ryby na baza­rze, zara­bia bar­dzo nie­wie­le. Tata pra­cu­je fizycz­nie, ale to i tak nie star­cza na pod­sta­wo­we wyży­wie­nie. Zazwy­czaj jedzą tyl­ko ryż, a gdy go bra­ku­je, goto­wa­ny maniok. Chło­piec opie­ku­je się młod­szym rodzeń­stwem, rąbie drew­no oraz nosi wodę z odle­głej stud­ni. Sytu­acja w domu jest bar­dzo trud­na. Wszy­scy śpią na zie­mi w jed­nym małym pomiesz­cze­niu. Na powierzch­ni oko­ło 2x4 m bra­ku­je nawet miej­sca na pod­ło­dze, by wszy­scy mogli się poło­żyć. Bez pomo­cy z zewnątrz nie było moż­li­wo­ści na naukę. Jean uczył się we wspie­ra­nym przez nas gim­na­zjum. Jego marze­niem jest zostać rol­ni­kiem, ale — jak doda­je — wykształ­co­nym rol­ni­kiem. W prze­rwach od nauki zaj­mu­je się kura­mi. Za zaosz­czę­dzo­ne pie­nią­dze kupu­je garść kuku­ry­dzy, żeby „kury też były szczęśliwe”.

Jean Ran­dria­na­ri­soa

Jean Randrianarisoa
Fot.: Dariusz Marut
 

Marie Jean­ne (Kame­run) ma czte­ry lata. Jej rodzi­ce zmar­li na AIDS. Dziew­czyn­ka była pod opie­ką przy­chod­ni zdro­wia przy misji i regu­lar­nie dosta­wa­ła mle­ko w prosz­ku. Dzię­ki temu jest zdro­wa – wirus bowiem prze­no­si się wraz z mle­kiem mat­ki. Mle­ko to jest nie­do­stęp­ne ceno­wo dla więk­szo­ści kobiet z Kame­ru­nu. Nasza Fun­da­cja zaku­pi­ła zapas takie­go mle­ka oraz regu­lar­nie wspie­ra ośro­dek zdro­wia w Essen­gu, któ­ry szcze­gól­ną tro­ską obej­mu­je cho­rych na AIDS, a zwłasz­cza kobie­ty cię­żar­ne i dzie­ci. Rocz­nie w tym ośrod­ku zdro­wia przy­cho­dzi na świat oko­ło 120–130 dzie­ci, z któ­rych jed­na szó­sta to dzie­ci matek sero­po­zy­tyw­nych. Małą Marie Jean­ne zaję­ła się jej cio­cia — sio­stra jej mamy. Dziew­czyn­ka nie­dłu­go pój­dzie do szkoły.

Marie Jean­ne

Marie
Fot.: archi­wum projektu
Chło­piec został tak nazwa­ny na cześć leka­rza, dra Jerze­go Frie­di­ge­ra, sze­fa misji medycz­nej naszej Fun­da­cji na Mada­ga­ska­rze w 2018 r. Jurek jako wcze­śniak tra­fił do szpi­ta­la w Anta­na­na­ry­wie, sto­li­cy Mada­ga­ska­ru z sep­są. Ważył 1600 g. Przez odwod­nie­nie nie był w sta­nie otwo­rzyć oczu. Po 10 dniach w inku­ba­to­rze chło­piec ważył już 2250 g i otwie­rał oczy. Ura­to­wa­ły go nie­do­stęp­ne na wyspie anty­bio­ty­ki, przy­wie­zio­ne z Pol­ski, i nie­za­wod­na opie­ka dr Lidii Sto­py­ry. To naj­więk­szy suk­ces całej misji – cie­szy­li się leka­rze. W cią­gu dwóch tygo­dni sied­miu leka­rzy z Pol­ski prze­pro­wa­dzi­ło w sto­li­cy Mada­ga­ska­ru ponad 60 zabie­gów chi­rur­gicz­nych i ponad 470 kon­sul­ta­cji pedia­trycz­nych z leczeniem. 

Jurek

Jurek
Fot.: archi­wum projektu